Przedmioty i rytuały. Moja codzienność w czasie pandemii

codzienność w czasie pandemii

Napisały do mnie niedawno na Instagramie dziewczyny z Pracowni Inicjatyw Społecznych Dym, z zaproszeniem do projektu #rzeczyistotne. Dokumentują jak urządzamy swoją codzienność w czasie pandemii.

Od początku roku staram się bardziej świadomie patrzeć na rzeczy, które posiadam. Wciągnął mnie minimalizm i dzięki niemu mam coraz mniej rzeczy, a jednocześnie jestem coraz bardziej zadowolona ze swojego życia. I kiedy dostałam wiadomość od dziewczyn z pracowni Dym pomyślałam najpierw, że co ja tu mam pisać o moich ulubionych rzeczach, jak staram się rzeczy właśnie pozbywać. Na szczęście szybko się opamiętałam. I przypomniałam sobie, że w minimalizmie nie chodzi o to, aby mieć jak najmniej, ale o to, aby mieć jedynie to, co jest nam niezbędne do przeżycia i co sprawia radość.

Jak oswajam codzienność w czasie pandemii

Kawowy rytuał

Dzień zaczynam od kawy. Wiele lat używałam ekspresu przelewowego. Jednak ostatnio stwierdziłam, że jak na prostą metodę działania tego ekspresu, ma on skomplikowaną budowę i jest dość masywny. Zajmuje dużo miejsca w mojej (maleńkiej) kuchni. Więc kiedy mój poprzedni ekspres wyzionął ducha, kupiłam malutki dzbanek i ceramiczny filtr do kompletu. Cena tego zestawu przewyższa niektóre ekspresy przelewowe na prąd. Ale – jeśli go nie stłukę – jest szansa, że posłuży mi dłużej niż elektryczny ekspres. Zajmuje mniej miejsca w kuchni. I jest wielofunkcyjny. Pewnie zapytacie, jakie funkcje może mieć ekspres poza parzeniem kawy (i ewentualnie herbaty)?

Dla mnie pełni on dodatkowo funkcję dekoracyjną. Staram się nie wprowadzać do mojej przestrzeni za dużo elementów ozdobnych. Ale lubię otaczać się ładnymi przedmiotami. Ten mały, różowy dzbanek na pewno do nich należy. No i zdecydowanie poprawia mi humor, kiedy rano parzę kawę. Sam proces jej przygotowania jest wydłużony (teraz nie dojeżdżam do pracy, więc mogę sobie na to pozwolić). Wymaga też mojego zaangażowania, skupienia. Nie mogę robić w tym czasie innych rzeczy. Mam więc kawę i sesję uważności w jednym. 

Inne rzeczy istotne

Zieleń w mieszkaniu. W doniczkach i w wazonie. Ciągle mam ich za mało. Kiedyś przeczytałam, że mieszkanie w otoczeniu żywych roślin wpływa pozytywnie na zdrowie. Dbanie o nie też traktuję jak mały rytuał. 

Notes i ołówek – minimalizowanie tego obszaru jeszcze przede mną. Na razie staram się zużywać to, co mam. W efekcie dużo więcej piszę. Mam dużo notesów – jeden do pracy, drugi do planowania blogowych wpisów i notowania pomysłów. Inny pełni rolę dziennika. Piszę w nim też, za co jestem wdzięczna – praktykowanie wdzięczności w tych czasach uważam za konieczność. Docelowo będzie tylko jeden notes i jeden ołówek. 

Ukulele. Gram, czy raczej brzdąkam sobie. Uruchamiam inne obszary w mózgu, niż przy innych czynnościach. Ćwiczę pamięć i skupienie. Ten instrument jest mały, lekki. Łatwo się nauczyć na nim grać, i nie sposób nudzić się w mieszkaniu, w którym jest instrument!

Taśma do rozciągania. Teraz można już wychodzić z domu, ale nie zmienia to faktu, że ruszamy się mniej. Ja już zaczynam to odczuwać, bolą mnie plecy. A że jestem leniuchem – ta taśma, i inne gadżety sportowe, które nakupowałam sobie w zeszłym roku w przypływie euforii, jest dla mnie takim przypomnieniem, żeby chociaż parę minut poćwiczyć. 

Router wifi. Kiedy przeprowadziłam się do mojego mieszkania nie chciałam mieć wifi. Ale tuż przed wybuchem pandemii zdecydowałam się, i zamówiłam światłowód. Z początku miałam mieszane uczucia, czy to nie zmarnowane pieniądze. Myślałam, że kwarantanna potrwa tydzień, góra dwa. A tu już 2 miesiąc i końca nie widać. Gdybym nie miała szybkiego internetu – byłoby krucho z moim czasem. Praca (i inne rzeczy) trwałyby nieznośnie długo. Ten router to taki niepozorny przedmiot. Kiedyś traktowałam go jak coś, co po prostu jest. Teraz codziennie doceniam, że go mam. Mogę pracować bez przeszkód, kontaktować się z przyjaciółmi. Oglądać seriale i być nieprzyzwoicie nieproduktywna.

Rzeczy, których nie mam

Dzięki temu, że mam mniej rzeczy, jestem w stanie bardziej docenić te, które mam. I mam z nich więcej pożytku. Że tak powiem – bardziej się amortyzują ;) Ale doceniam też rzeczy, których nie mam. Cieszę się brakiem, pustymi powierzchniami, półkami. Cieszę się, że nie mam telewizora, kompletu garnków czy sprzętów kuchennych. Stolika kawowego. Moja kolekcja kosmetyków i ubrań noszonych od święta systematycznie maleje. Teraz i tak chodzę w kilku ubraniach na zmianę. Tych, które są najwygodniejsze. Dlaczego wcześniej tak się nie ubierałam? Przecież w pracy też powinno być mi wygodnie! Oczywiście nie mówię o dresach, których zresztą też nie mam. 

Więcej przestrzeni – na zewnątrz i w środku

Dzięki temu, że mam mniej rzeczy – mam więcej przestrzeni – dla siebie, dla ludzi, dla nowych pomysłów. Pusta przestrzeń, ograniczenia niektórym mogą wydawać się straszne. Dla mnie nie ma bez mich kreatywności, twórczości. Nie ma mnie. Bałagan, nadmiar wokół zagłusza często to, co siedzi w środku nas – nasze obawy, lęki. Staramy się „czymś zająć myśli”, przy okazji blokując też te potrzebne.

Więcej czasu

Mam więcej czasu. A ponieważ czas to pieniądz, mam też więcej pieniędzy. Nie tylko pozbywam się rzeczy, ale i nie dokonuję nowych, nieprzemyślanych zakupów. Chyba nie muszę dodawać, jak wpływa to na moje finanse.

Więcej koncentracji

Rzeczy mają taką cechę, że przyzwyczajamy się do nich bardzo szybko. Bardziej cieszy nas samo pozyskiwanie, niż posiadanie. Gdy jakaś rzecz jest z nami dłużej, przestajemy ją zauważać, doceniać, cieszyć się nią. Przestajemy zauważać rzeczy, ale to nie znaczy, że one nie mają na nas wpływu.

Każdy przedmiot, który posiadamy, wymaga od nas uwagi. Jak pisze Fumio Sasaki w swojej książce Goodby, things, te rzeczy tworzą dla nas taką cichą listę „do zrobienia”. Zajmują nam umysły i rozpraszają. Przez to trudniej nam się jest skoncentrować na jednej, ważnej rzeczy.

Odkąd mam mniej rzeczy, łatwiej jest mi się skoncentrować. Zarówno na bieżących zadaniach, jak i długoterminowych celach.

Co po pandemii?

Kiedy to wszystko się skończy i świat wróci do normy nie biegnij do sklepu, ale postaw na doświadczenia. A jeśli już chcesz coś kupić, stawiaj na polskie marki i małe firmy. Te rzeczy będą droższe niż kolejna „okazja” z sieciówki, ale na pewno będzie to wybór bardziej przyjazny dla środowiska, i dla gospodarki. No i jakość też prawdopodobnie będzie lepsza. 

Ja moment powrotu do normalności chcę wykorzystać do zmiany nawyków. Zamiast kupować rzeczy, w inny sposób pokazać swoją wartość – np. pomagając innym, dzieląc się wiedzą, doświadczeniem, umiejętnościami. Mamu do tego mnóstwo okazji. Można maseczki, pomóc poprawić CV komuś, kto stracił pracę z powodu koronawirusa. Założyć bloga lub podzielić się w mediach społecznościowych informacją o lokalnej kawiarni czy firmie, która potrzebuje wsparcia.

Rzeczy są fajne, ale nas nie definiują. Więcej mówi o nas to, jak je traktujemy.

Powiązane wpisy