Ludzie są super. Mówię to ironicznie

Ludzie

Ta książka atakowała mnie reklamami w mediach społecznościowych i walczyłam sama ze sobą, żeby jej nie kupić. W końcu przy łóżku czeka na mnie stosik nieprzeczytanych książek. Wstyd się przyznać, ale kupuję więcej książek, niż czytam. Ale prowadziłam w zeszłym miesiącu prelekcję na Crash Mondayskomunikacji wewnętrznej w firmie i w nagrodę od organizatorów dostałam ją w prezencie.  Mówię o książce Ludzie. Krótka historia o tym, jak s*ieprzyliśmy wszystko autorstwa Toma Phillipsa

Tom Phillips to trochę taki Yuval Noah Harari, tylko że ma mniej wysublimowane poczucie humoru. W swojej książce analizuje błędy popełniane przez jednostki ludzkie od początku istnienia naszego zacnego gatunku. Jesteśmy wśród zwierząt pionierem, jeśli chodzi o marnowanie szans, zasobów, niszczenie i… głupotę. Bo niektórych przypadków opisywanych przez Phillipsa inaczej nie da się nazwać. 

Aż dziw, że to my rządzimy tą planetą. A może nasze rządy powoli dobiegają końca, skoro nie umiemy na tych błędach się uczyć? 

Ale od początku.

Jak obiecuje wydawca książki, Albatros, jest to ekscytująca podróż przez najbardziej spektakularne porażki w historii ludzkości. Przy okazji można się też sporo dowiedzieć o samej historii. I nie tylko, bo podobnie jak Harari, Phillips ma sporą wiedzę z biologii, psychologii i socjologii. 

Już tytuł pierwszego rozdziału, Dlaczego mózg jest idiotą, brzmi zachęcająco. Phillips przyznaje, że umiemy dostrzegać w otoczeniu wzory i na ich podstawie odgadywać, jak coś działa, bo tworzymy złożony mentalny obraz świata obejmujący więcej niż to, co widzimy. Ale zaraz dodaje: ludzki mózg, choć niezwykły, jest również wyjątkowo dziwaczny i skłonny do popełniania fatalnych omyłek w najmniej odpowiednim momencie. 

Dlaczego ludzie robią głupoty

Nasze mózgi są wspaniałe i zdolne do dokonywania rzeczy wielkich. Spektakularnych odkryć i sukcesów. Gdybyśmy nie popełniali także spektakularnych porażek – nie byłyby one możliwe. To idzie w pakiecie.

Phillips wskazuje na pewność siebie i optymizm jako na najczęstsze przyczyny porażek ludzkich. Jesteśmy też kiepscy w ocenianiu ryzyka i planowaniu. 

Kolejnym z naszych najpoważniejszych błędów są uprzedzenia: tendencja do dzielenia świata na „my” i „oni”. Dzielimy świat według wzorców, które nie istnieją.

Jednym słowem: sami sobie robimy krzywdę, wymyślając podziały, kiedy tak naprawdę nie mają one znaczenia. 

Książka wpisuje się w trend opiewania porażek. Na całym świecie popularne są spotkania Fuckup Nights. Sama miałam na jednym z nich prelekcję o porażkach na rynku pracy. Historie niepowodzeń mają ogromną siłę nośną. Wpisy opisujące niepowodzenia czy takie, w których przyznajemy się do słabości i niedoskonałości osiągają w mediach społecznościowych znaczące zasięgi.

To też wiele o nas mówi. Niestety.

Rolnictwo było błędem

W rozdziale zatytułowanym Jakie ładne macie tu środowisko Phillips przywołuje teorię Jareda Diamonda, mówiącą o tym, że wynalezienie rolnictwa było jednym z naszych większych błędów i przekształciło środowisko naturalne w nieodwracalnym stopniu. 

Nie jestem bardzo zaangażowana w kwestie ekologii. Poza tym, że segreguję śmieci i staram się nie używać słomek. Ale niektóre przywołane w książce historie naprawdę skłaniają do zastanowienia się nad tym problemem głębiej. Na przykład historia o powtarzających się pożarach rzek. Powtarzam. POŻARACH RZEK. W USA w pewnym momencie niektóre rzeki (np. Cuyahoga w Chicago, w 1969) były tak zanieczyszczone, że regularnie wybuchały na nich pożary. 

Kiedy płoną rzeki, chyba należałoby zatrzymać się i przemyśleć swoje postępowanie.

Innym niewiarygodnym przykładem porażki człowieka jest historia drzewa z Tenere. To najbardziej odizolowane drzewo na kuli ziemskiej, rosnące w środku Sahary. Mimo że w promieniu 400 kilometrów nie było nic, ani krzaka, pijanemu kierowcy udało się w nie wjechać samochodem. I nie ma już tego drzewa.

Kolejne rozdziały Phillips poświęca analizie porażek związanych z polityką i wojnami. Tutaj, jak nietrudno się domyślić, winowajcą najczęściej była nadmierna ambicja i niepohamowane pragnienie władzy. A także lekceważenie porażek poprzedników oraz wiara, że głupi, źle zorganizowani przywódcy nie mogą zdziałać wiele zła (patrz kazus Hitlera). Jak pisze Phillips: Tak wielu ludzi nie brało Hitlera na poważnie, dopóki nie zrobiło się za późno.

Nawet demokracja, która miała być lekiem na zło całego świata, nie jest wolna od porażek. Nie może być, skoro burmistrzem w ekwadorskim mieście Picoaza w 1967 roku został talk do stóp. W grupie, jak się okazuje, też jesteśmy głupi.

Jednak dla mnie (polityka jeszcze mniej mnie zajmuje niż ekologia) najciekawszy był oczywiście rozdział o porażkach w świecie nauki i techniki. 

Smród technologii

Autor zaczyna z wysokiego C – porównując błędy w pomiarach poczynione przez Krzysztofa Kolumba z tymi, które doprowadziły do roztrzaskania się sondy NASA na Marsie. Prawie jak zestawienie kości i statku kosmicznego u Kubricka

Popełniamy te same błędy, tylko na inną skalę i angażując inne technologie. Po prostu teraz mamy więcej możliwości, lepszy sprzęt, by błądzić jeszcze bardziej spektakularnie. Rewolucja naukowa, techniczna i przemysłowa dały ludzkości okazje do popełniania porażek na niespotykaną dotąd skalę. Jak pisze autor:

Spieprzamy rzeczy również w kosmosie. 

Brzmi jak reklama. 

Udało nam się np. wynaleźć benzynę ołowiową, która zatruwa nas prawdopodobnie aż do dzisiaj. A także freon, który niszczy jedyną warstwę, która dzieli nas od martwego kosmosu. Wymyśliliśmy też wiele zjawisk, które nie istnieją, a które zostały wymyślone tylko po to, żeby utrzeć nosa innym naukowcom, np. poliwoda czy promieniowanie N.

Można próbować usprawiedliwiać tych naukowców i wynalazców. Nie wiedzieli, że robią coś złego. Ciekawe, ile z dzisiejszych odkryć i wynalazków okaże się w dłuższej perspektywie porażką. Ja obstawiam e-papierosy. 

Moje zastrzeżenia

Pisałam na początku o specyficznym poczuciu humoru autora. Jest to moje główne (pierwsze z dwóch) zastrzeżenie co do tej książki. Nie wiem, czy nie jest to winą polskiego tłumaczenia, ale momentami żarty Phillipsa są co najmniej słabe, sprawiają wrażenie wymuszonych. Jak dowcipasy wujka, który na imprezie rodzinnej chce rozbawić swoich nastoletnich siostrzeńców. W kilku przypadkach są obraźliwe a nawet rasistowskie. To zdecydowanie psuło mi przyjemność z lektury i każe się zastanowić nad autorytetem autora.

Drugie moje zastrzeżenie – Phillips jest pesymistą. Nie potrafi zaproponować jakiegoś rozwiązania. Wylicza nasze błędy, wyśmiewa to, że wciąż uparcie je powtarzamy. Ale nie mówi, jak to zrobić, by przestać je powielać. Przez to jego książka jest zbiorem ciekawych, kuriozalnych przypadków. Ale niczym więcej.

No ale może dzięki niej bardziej zainteresuję się ekologią. 

Jak pisać teksty na bloga, które pokocha Twój czytelnik
Dołącz do newslettera! Otrzymasz bezpłatnego PDFa na temat tworzenia treści na bloga. Raz na miesiąc wyślę Ci także powiadomienie o nowym wpisie.
I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )