5 x NIE = minimalizm

minimalizm

Dzisiaj opowiem wam czym jest dla mnie minimalizm, a posłuży mi jedno z najpotężniejszych (i moich ulubionych) słów, czyli słowo nie.

1. Nie kupuję bezmyślnie

To, że mówię o sobie, że jestem minimalistką, nie znaczy, że moje mieszkanie jest puste, a ja nic nie kupuję. Kupuję, bo przecież potrzebuję rzeczy, ale ostatnio staram się włożyć w to więcej wysiłku. I ograniczyć tzw. zakupy impulsywne.

Obecnie kupowanie jest tak proste. Mamy mnóstwo sklepów, w każdym są jakieś promocje. Do tego sklepy online, które pozwalają bardzo wygodnie robić zakupy – mamy możliwość bezpłatnego zwrotu towaru, dostawę kurierem wprost do domu lub do paczkomatu. Ja sama niedawno kupiłam dość drogą szafę na raty, a otrzymanie decyzji kredytowej z banku zajęło mi jakieś 10 minut. Cały czas siedziałam sobie wygodnie w piżamie w łóżku, pijąc kawę i nawet nie musiałam podczas całego procesu rozmawiać z żywym człowiekiem. 

To wszystko po to, aby zdjąć z nas konieczność zastanawiania się, nad tym, CO i DLACZEGO kupujemy.

Dla mnie takim wyznacznikiem jest np. kraj pochodzenia danego produktu. I zdecydowanie częściej wybieram te rzeczy, które powstały w Polsce. Najchętniej kupuję w małych firmach, manufakturach, chociaż wiem, że te produkty bywają droższe i nie każdy może sobie na nie pozwolić. Robię tak, ponieważ wolę wspierać polskich producentów i twórców.

Ale kupowanie lokalnie jest też o wiele bardziej przyjazne dla środowiska, bo transport, np. z Chin, bardzo negatywnie wpływa na naszą planetę, pozostawiając ślad węglowy. Do tego dochodzi kwestia etyki – czy osoby wytwarzające dany produkt otrzymały za swoją pracę godziwą płacę? Czy była to dla nich przyjemność, czy tortura> Dlatego zasadniczo nie kupuję w sieciówkach. Zrezygnowałam z fast fashion na rzecz polskich firm odzieżowych – zresztą jakość jest bez porównania lepsza.

2. Nie kupuję szybko 

Zanim coś kupię, zastanawiam się kilka razy. Zadaję sobie te pytania: 

  1. Czy naprawdę tego potrzebuję, czy będę z tego korzystała OD RAZU po zakupie – czy kupuję na wszelki wypadek, na przyszłe okazje albo dla idealnej wersji siebie, która ma inną sylwetkę, inny styl życia. 
  2. Gdyby przedmiot nie był przeceniony, czy też bym go kupiła.
  3. Czy nie mam czegoś podobnego w domu, co mogę wykorzystać, zamiast tej nowej rzeczy.
  4. Może mogę pozyskać tę rzecz w alternatywny sposób, np pożyczyć od kogoś, wynająć, kupić z drugiej ręki np. na OLX czy Vinted.

Kiedy wpadnie mi w oko coś, co mam ochotę kupić, robię zdjęcie, notatkę w telefonie, zapisuję link do strony internetowej. Kilka dni zastanawiam się, przeglądam własną szafę, i w większości wypadków po paru dniach ochota przechodzi. Bo w kupowaniu najprzyjemniejszy jest sam moment wybierania i kiedy przedmiot pierwszy raz do ciebie trafia (tzw. efekt nowości). Ale ten efekt szybko mija, a my zostajemy z bałaganem i niepotrzebnymi przedmiotami. 

3. Nie przywiązuję się do rzeczy

Wiem, to jest trudne, ale staram się pamiętać o dwóch kwestiach:

  1. To ja przypisuję wartość przedmiotom. Pamiątki, prezenty, zdjęcia, są dla mnie ważne, bo ja o tym tak zadecydowałam. Nie mają żadnych magicznych właściwości przywoływania wspomnień. Kiedy pozbędę się tych przedmiotów nie zapadam przecież na amnezję. 
  2. Gdybym nagle, w środku nocy, z jakiegoś dramatycznego powodu musiała opuścić moje mieszkanie, zabrałabym tylko mojego kota i może telefon, żeby skontaktować się z bliskimi. Żaden z przedmiotów, który mam, nie byłby warty ryzykowania życia czy zdrowia. Ta świadomość pozwala mi zachować zdrowy dystans.

4. Nie zapominam o tym, co już mam

W wymiarze praktycznym i… bardziej metafizycznym.

Kiedy mam w szafie bałagan, łatwo zapomnieć o tym, co tam mamy. Dlatego ważne jest, aby mieć zawsze porządek i zawsze wiedzieć, gdzie co jest. A im mniej rzeczy mam, tym łatwiej mi uniknąć bałaganu. 

Praktykuję wdzięczność i każdego dnia dziękuję za to, co mam, za pracę, którą nie tylko lubię, ale która dostarcza mi środków do życia, i sprawia, ze mogę pozwolić sobie na kupowanie pięknych rzeczy.

Zauważyłam, że kiedyś często kupowałam, kiedy miałam zły nastrój, było mi smutno, czegoś mi brakowało w życiu i zakupy miały być czymś, co tę pustkę zapełni. W języku angielskim jest takie pojęcie jak retail terapy, czyli terapia zakupami. Jasne, zakupy potrafią poprawić humor, i nadal zdarza mi się wejść do sklepu i kupić sobie jakiś niekoniecznie potrzebny przedmiot, np. zapachową świecę, dobry krem pod oczy – lubię się czasami rozpieszczać. Ale robię to wyjątkowo i jest to obecnie wyraz dbania o siebie a nie próba poprawienia sobie złego humoru. Na zły humor zakupy nie pomogą. Trzeba dość do sedna problemu i zastanowić się, skąd bierze nie złe samopoczucie. Czasami wymaga to pomocy – lekarza, terapeuty, czy przyjaciela. 

5. Nie naśladuję innych

Oczywiście Inspirują mnie minimaliści, których obserwuję np. na YouTubie, ale wiem że mój minimalizm jest wypadkową inspiracji oraz moich własnych potrzeb. Nie staram się kopiować na siłę tego co robią inni, bo w gruncie rzeczy minimalizm polega na tym, aby dobrze zrozumieć siebie. Zrozumieć, co MI daje przyjemność i poczucie bezpieczeństwa i jest dopasowane do mojego indywidualnego stylu życia. Dlatego każdy minimalista jest inny. Minimalizm nie jest szablonem, nie ma konkretnej liczby rzeczy, od której się zaczyna. Mój minimalizm jest mój. Nie mam wyrzutów sumienia, kiedy kupię coś, aby sprawić sobie przyjemność – pozwalam sobie od czasu do czasu na odstępstwa. Przecież nikt nie odbierze mi chyba odznaki wzorowej minimalistki. 

Zresztą, można być minimalistą w jednej lub kilku obszarach życia. np mieć minimalistyczną szafę, ale w kuchni mieć mnóstwo przedmiotów, garnków, naczyń na rożne okazje, jeżeli ktoś np. kocha gotować i często zaprasza rodzinę lub przyjaciół na wspólne ucztowanie.

6. Tip bonusowy – nie boję się mówić nie

Kiedy ktoś proponuje mi coś za darmo lub nietrafiony prezent – po prostu odmawiam. Grzecznie, ale robię to dla siebie.

Dajcie znać w komentarzach, jak podchodzicie do niechcianych prezentów czy gratisów zapełniających szuflady.

Powiązane wpisy

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chciałbyś/chciałabyś przeczytać więcej podobnych treści – możesz wesprzeć mojego bloga na Patronite.

Dodaj komentarz