Niech żyje lenistwo!

lenistwo

Jeśli nic ci się ostatnio nie chce, nie masz na nic energii, to wiedz, że mam dokładnie tak samo. Jeżeli najchętniej przespałabyś jesień i przynajmniej raz dziennie mówisz: nie mogę już doczekać się wiosny – witaj w klubie. Zamiast tego czas powiedzieć: niech żyje lenistwo!

Bo to zła pora roku była

Wszystko przez jesień. Dni coraz krótsze, coraz mniej słońca. Jestem osobą, która z wiekiem staje się coraz bardziej zależna od pogody, pory roku, czynników zewnętrznych. Z wiekiem zauważam, że w różnych porach roku czuję się inaczej.

Latem i wiosną mam mnóstwo energii, kocham słońce i przebywanie na świeżym powietrzu. Uwielbiam długie rowerowe wycieczki i kąpiele w naszym zimnym morzu. Wtedy czuję, że wszystko jest możliwe i w zasięgu ręki. Dużo robię, realizuję dodatkowe projekty, wpadam na nowe pomysły. Chętniej spędzam czas z ludźmi i próbuję nowych rzeczy. 

A kiedy zaczyna się robić ciemniej, chłodniej, mniej zielono – wszystko jakby zwalnia. Dlatego kiedy zaczyna się jesień, wpisuję na swoją listę zadań nicnierobienie. 

Kiedyś miałam z tego powodu wyrzuty sumienia. Lenistwo, marnowanie czasu chyba większości z nas kojarzy się negatywnie. Odczuwamy nieustanną presję, aby ciągle coś robić. Coś pożytecznego. Coś co przyniesie nam pieniądze, sławę, powodzenie. Co zmieni nasze życie na lepsze. Odczuwamy presję, żeby maksymalnie wykorzystać czas, który mamy. ćwiczyć, zająć się domem, nauczyć się czegoś nowego. Gdy tylko mamy chwilę niezagospodarowaną przez żadne plany, wychodzimy z siebie, aby ją wypełnić. nadrobić zaległości towarzyskie. 

Bycie nieustannie zajętym utożsamiamy z osiągnięciem sukcesu w życiu. 

Ale ja nie chcę być wiecznie zajęta. Od pewnego czasu nie przeszkadza mi, że robię coś, co ktoś mógłby nazwać lenistwem. Nie przejmowanie się opiniami innych ludzi też chyba przychodzi z wiekiem. 

Efektywność w lenistwie

Zaczęłam niedawno czytać na temat „nicnierobienia”. Paradoksalnie nawet ten obszar naszego życia został zagospodarowany przez naukowców, różne filozofie i metody rozwoju osobistego. Lenistwo zostało zaprzęgnięte do pracy i możemy się dowiedzieć, jak wspaniały jest jego wpływ na nas. Że zmniejsza stres, może nawet pomagać walczyć z depresją, podnosi poziom produktywnościkreatywności.

I tak sobie czytam te opracowania, w duchu zadowolona z siebie, że jednak nie marnuję czasu. W końcu dzięki lenistwu będę bardziej produktywna, efektywna, aktywna i tak dalej. 

Wkurzyłam się, bo poczułam, że ta presja produktywności chce zawładnąć cennymi momentami niewypełnionymi przez żadne zobowiązania. Jak się lenię, to chcę się lenić na całego. Nie po to, żeby zwiększyć swoje szanse na rynku pracy i obniżyć poziom kortyzolu.

Co ciekawe – takie lenistwo na 100% wcale nie jest łatwe. Bo nie chodzi przecież o oglądanie seriali w piżamie przez cały dzień czy scrollowanie facebooka. Żeby prawdziwie leniuchować trzeba odłożyć laptopa i smartfona. Robić coś, co nie ma celu.

Ok, z jednej strony to może dobrze, że lenistwo ma swoje racjonalne uzasadnienia i zalety. Ale nie dlatego leniuchuję. To jest dla mnie efekt uboczny leniuchowania. Chcę się lenić, bo to jest przyjemne, bo nic mnie przecież nie goni. Bo mój organizm ewidentnie tego właśnie potrzebuje, właśnie jesienią. 

I wam też bardzo to polecam. 

Powiązane wpisy

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chciałbyś/chciałabyś przeczytać więcej podobnych treści – możesz wesprzeć mojego bloga na Patronite.