Wakacje na budżecie: rower

Co jak co, ale wypoczywać to ja umiem! Przyznam się nieskromnie, że z pracoholiczki i osoby, która nie mogła na chwilę usiedzieć w miejscu stałam się mistrzynią relaksu. Nie było to łatwe (serio). Bo wypoczywać też trzeba umieć. Zwłaszcza, że szykują nam się w tym roku wakacje na budżecie.

Nie mam na myśli siedzenia przed telewizorem ze smartfonem w ręku. Żeby się zregenerować i prawdziwie odstresować, trzeba wypoczywać mądrze. Trzeba się czasem nawet zmęczyć! Wielu z nas niestety uważa, że mądrze, to znaczy – trzeba wydać kupę kasy. Na wyjazd zagraniczny do hotelu, gdzie tylko będą nam donosić drinki. Na drogie SPA, które świetnie będzie wyglądało na naszym feedzie w mediach społecznościowych. Ja to wszystko rozumiem, ale wiem też, że przy obecnej sytuacji ekonomicznej w kraju, dla wielu osób (w tym dla mnie) będzie to niemożliwe. Dlatego postanowiłam całe wakacje promować wakacyjne kierunki przyjazne dla portfela (a przy okazji dla gospodarki i środowiska). Na pierwszy ogień wybrałam oczywiście mój ukochany rower.

Na wstępie wyjaśniam – uwielbiam rower i długie wycieczki z sakwami. Ale nie jestem jakąś ekstremalną użytkowniczką roweru. Nie mam aż takiej super kondycji i nie mam też ambicji, żeby robić 100 km dziennie. Jeżdżę bardziej rekreacyjnie, w swoim tempie, dla przyjemności, a nie dla zaliczania kolejnych odznak. Także myślę, że moje propozycje sprawdzą się nawet u początkujących rowerzystów.

https://youtu.be/IRPAaoBGxMc

Dlaczego rower?

Jazda na rowerze jest bardzo zdrowa – dla ciała jak i dla ducha. Wzmacnia pracę serca, a przy tym nie obciąża stawów kolanowych, jak np. bieganie. Podczas jazdy na rowerze wydzielają się adrenalina i endorfiny. Ja, nawet jak się trochę na rowerze zmęczę, to poprzejechaniu kilkudziesięciu kilometrów czuję się świetnie. To takie bardzo miłe zmęczenie.

Nie muszę też chyba dodawać, że rower jest o wiele przyjaźniejszy dla środowiska i portfela (przy obecnych cenach benzyny!). Ja lubię z rowerem wskoczyć do pociągu, wysiąść na jakiejś stacji i wrócić rowerem do domu. Albo pojechać po prostu przed siebie. Dodatkowym plusem jest to, że teraz PKP ma różne wakacyjne oferty – ja niedawno zapłaciłam za bilet z Sopotu do Nowego Dworu Mazowieckiego 24 zł! I to w pierwszej klasie. Pociąg jest wg mnie o wiele lepszym środkiem transportu, niż auto. Jest wygodnie, można rozprostować nogi – a standard w pociągach poprawił się diametralnie! Można poczytać, odpocząć… a przy tym nie zatruwam środowiska spalinami.

Moje ulubione trasy

Z racji tego, że mieszkam w Trójmieście, najczęściej wybieram trasy na północy Polski. Oto kilka moich propozycji. Wszędzie dojedziecie pociągiem! A jeśli interesują Was inne rejony Polski, w aplikacji traseo znajdziecie mnóstwo ciekawych propozycji na rower i nie tylko.

  1. Świnoujście – Kołobrzeg (109km) – przepiękna trasa wzdłuż morza (Droga Rowerowa R10) – bardzo dobrze utrzymane ścieżki, przeważnie płasko. Na spokojnie można zabrać dzieci. Bonusowo można wybrać się na wyspę Uznam – po stronie niemieckiej – i nawet nie trzeba nocować, dość często kursują tam pociągi, a bilety nie sa drogie, widziałam promocję biletu za 9 euro na cały miesiąc!
    Ja zrobiłam trasę Świnoujście-Kołobrzeg) w 3 dni i nie rezerwowałam uprzednio hoteli, gdy miałam dosyć szukałam opcji w necie (booking albo google maps) i zawsze coś atrakcyjnego znalazłam. Przed podróżą zaopatrzyłam się w batoniki energetyczne, żeby nie wydawać za dużo na jedzenie w knajpach.

    KOSZT: bilet na pociąg Gdynia-Świnoujście (1 os. + rower) – 68 zł. Kołobrzeg-Gdynia – 41,55 zł. Pokój w Świnoujściu/Kołobrzegu już od 150 zł. Po drodze polecam zatrzymać się w hotelu w Pobierowie oraz zwiedzić Park Minatur Latarni Morskich (30 zł).
  2. Gdynia – Hel (72 km) – wielokrotnie przeze mnie zrobiona trasa, idealna na jeden dzień (bez noclegu, po taniosci). Płaska jak naleśnik (prawie). Można zacząć w Gdyni Chylonii (żeby ominąć miasto) i zakończyć w Helu. Można zacząć/skończyć w dowolnej miejscowości na trasie, dostosowując dystans do możliwości. Po drodze jest móstwo ciekawych miejscowości, gdzie są stacje kolejowe, np. Puck, Kuźnica czy Jastarnia. Władysławowo polecam omijać jak najszybciej :) Jak będziecie w Kuźnicy, koniecznie wejdżcie do restauracji Morski Zając na śniadanie lub obiad. To moja ulubiona restauracja w Polsce! Warto też zatrzymac się na chwilę w Rezerwacie Przyrody Beka albo zobaczyć zamek w Rzucewie.

    KOSZT: bilet na pociąg Gdynia-Hel – 28 zł. Obiad w Morskim Zającu – zupa morska 34 zł, fish&chips – 52 zł (trochę drogo, ale warto!)
  3. Gdańsk – Krynica Morska (60 km) – Jak już dojedziecie z Gdańska na Wyspę Sobieszewską (jedzie się przez miasto i obok rafinerii, co nie jest super przyjemne) – to znajdziecie się w raju. Sama Wyspa jest mega pomysłem na rowerowy wypad, a jak przeprawicie się promem przez Wisłę (prom Świbno – Mikoszewo) – to już w ogóle! Mierzeja Wiślana (nawet z tym strasznym przekopem) to cudowne miejsce, rewelacyjna trasa na rower. Opcją może być też przepłynięcie promem przez Zalew Wiślany do Tolkmicka z Krynicy Morskiej, ale tam już nico gorzej z pociągami, najbliższa stacja to zdaje się Elbląg.

    KOSZT: dojazd do Gdańska Głównego, np TLK z Warszawy – 80 zł. Nocleg na mierzei – już od 150-200 zł. Prom Świbno – 5 zł za rower.

    Jeśli korzystacie z aplikacji Strava, tutaj można podejrzeć (częściową) trasę.
  4. Elbląg – Frombork (42 km) – chyba najtrudniejsza trasa, jaką zrobiłam – z Elbląga dłuuugo jedzie sie pod górkę. A dodatkowo we Fromborku nie ma stacji, więc wracałam do Tolkmicka, stamtąd promem do Krynicy Morskiej i rowerem do Gdańska. Ale bardzo miło wspominam tę wycieczkę, w szczególności Frombork – cudowne miasteczko, jeszcze nie zjedzone przez turystów. A trasa z Fromborka do Braniewa, nad samym Zalewem – cudo! Chociaż samo Braniewo nieciekawe.

    KOSZT: pociąg z Gdyni do Elbląga – 31 zł. Nocleg we Fromborku: Pod Wzgórzem Bed & Breakfast – 125 zł + 40 zł śniadanie. Muzeum: Dawny Pałac Biskupi oraz Szpital św. Ducha – normalny 18 zł, ulgowy – 12 zł. Planetarium: normalny 12 zł, ulgowy 8 zł. Rejs z Tolkmicka do Krynicy – 30 zł.
  5. Władysławowo – Kopalino – Lębork (88 km) – nieco trudniejsza trasa, bo żeby z Kopalina dostać się do Lęborka, gdzie jest najbliższa, działająca cały rok stacja PKP, jedzie się albo drogą krajową bez pobocza, gdzie szaleją mieszkańcy okolicznych wsi swoimi bejcami, albo w lesie po piachu lub błocie (w zależności, czy padał deszcz czy nie). Można spróbować dojechać do Łeby – jest bliżej, ale pociągi kursują tylko czerwiec – wrzesień. W każdym razie uważam, że warto – Karwia, Dębki, Lubiatowo – to jedne z najpiękniejszych miejsc na polskim wybrzeżu. Można ewentualnie zrobić pętlę wokół Jeziora Żarnowieckiego i zahaczyć o Krokową i pałac w Kłaninie.

    KOSZT: Pociąg Gdynia – Władek – 19,40 zł. Nocleg w Karwii – Amber Blue Wellness & SPA (218 zł). Nocleg w Kopalinie – Lighthouse Sfera (trochę drogi, ale totalnie warto, no i ja byłam poza sezonem, więc wyszło taniej). Dla większej grupy na pewno wyjdzie atrakcyjna cena, bo w domku zmieści się 5-6 osób. Ja zazwyczaj podróżuję sama, ale super pomysłem jest wybranie się z kimś – wtedy zwłaszcza na noclegach można super zaoszczędzić.
  6. Sopot – Gdańsk (10 km) – wersja najbardziej lajtowa. Płasko i pięknie, morze, las, Łazienki Północne w Sopocie, Park Regana w Gdańsku… Nie wiem ile razy zrobiłam tę trasę, ale nigdy mi się nie nudzi.

Jak widzicie, wcale nie trzeba wydawać fortuny, żeby spędzić super wakacje. Tym bardziej, że warunki w Polsce są z roku na rok coraz lepsze. Lepsze i tańsze pociągi, hotele, atrakcje… A do tego przyroda w wielu miejscach niemal dziewicza, piękne plaże (serio, nigdzie takich nie ma jak w Polsce!)

Dajcie znać, czy i gdzie planujecie następne wakacje i czy wybierzecie się rowerem! :)

Mniej wolniej lepiej. 7 prostych przepisów na to jak mieć mniej, żyć wolniej i czuć się lepiej
Dołącz do newslettera! Otrzymasz eBooka o minimalizmie. Raz na miesiąc wyślę Ci powiadomienie o nowych wpisach.
I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )