Zaprogramowana nierówność

Zaprogramowana nierówność

Korytarz w korporacji, tuż przed rozmową o pracę. Siadam na sofie obok chłopaka mniej więcej w moim wieku. W myślach wzdycham: to będzie niezręczne, siedzieć obok konkurencji… On od razu mnie zagaduje: “Pewnie na rozmowę, co? Ale pewnie nie na to samo stanowisko.” Uśmiecha się. Pytam: “A skąd wiesz, że nie to samo?” “No bo ja na programistę.”

Co jest takiego w moim wyglądzie, że osoba, z którą rozmawiam, nie zaryzykuje założenia, że mogę być programistką? Racja, to jest taki męski zawód, rodzaj wiedzy tajemnej dostępnej tylko niektórym. Rzeczywiście, większość osób, które się tym zajmują, to mężczyźni. Wydaje się to oczywiste, a przecież nie trzeba mieć żadnych fizycznych predyspozycji do tego, by siedzieć przy komputerze. Teoretycznie jest to zawód dostępny dla wszystkich, w praktyce nadal niewiele kobiet jest zachęcana do nauki w tej dziedzinie.

Zaprogramowana nierówność – już od dzieciństwa

Już w dzieciństwie jesteśmy kształtowani pod względem tego, czego powinniśmy się uczyć, co powinno nas interesować. Wystarczy spojrzeć na różnice między zabawkami dla chłopców i dziewczynek. Zabawki chłopięce uczą aktywności, zdolności manualnych, zabawki dziewczęce – skupiają się na wartościach takich jak opieka, piękno itp… A z wiekiem wcale nie jest łatwiej. Kiedy przyjrzymy się reklamom uczelni wyższych promujących kierunki związane z IT – zobaczymy na nich zazwyczaj młodych mężczyzn. Oczywiście są kampanie typu dziewczyny na politechniki, ale są one nadal traktowane jako coś wyjątkowego.

Niedawno skończyłam czytać biografię Steve’a Jobsa. Miał on trzy córki i jednego syna. Pomijam, że pierworodną córkę porzucił i przez pierwsze 10 lat jej życia praktycznie nie utrzymywał z nią kontaktów. Nie chcę oceniać go jako ojca po lekturze jednej tylko książki. Jednak jeden z przywołanych w książce epizodów mnie zasmucił. Jobs był z całą rodziną na Hawajach, kiedy okazało się, że są problemy z anteną w jednym z modeli iPhone’a. Postanowił więc skrócić wakacje. Zabrał też ze sobą syna, by ten zobaczył jak się zarządza, jak się postępuje w sytuacjach kryzysowych.

Zastanawia mnie, dlaczego nie wziął wszystkich swoich dzieci. Dlaczego nie zabrał najstarszej córki? Przekaz jest jasny. My sami wybieramy, czego uczymy chłopców, a czego uczymy dziewczęta. To nie nasze naturalne, wrodzone cechy, ale nasze wybory, wybory naszych rodziców, ich rodziców itd. sprawiły, że jest tak mało kobiet zajmujących się naukami ścisłymi, nowoczesnymi technologiami, informatyką itp.

Złych i dobrych przykładów w internecie jest mnóstwo, ważne jednak by pamiętać, że to kultura, a nie płeć biologiczna determinuje to, jakie są nasze potencjalne ścieżki kariery. I nawet, jeśli dla nas jest za późno, to od nas zależy jak “zaprogramujemy” przyszłe pokolenia.

Dodaj komentarz