Tanie produkty z Chin i ich prawdziwy koszt

Tanie produkty z Chin

Miałam niedawno przyjemność być gościem audycji „Pogadajmy” w radiowej Czwórce. Podczas przygotowywania się trafiłam na ogrom informacji, które przemawiają za tym, aby z chińskich platform zakupowych nie korzystać, albo co najmniej to ograniczyć. Ponieważ nie byłoby możliwe, aby podczas nagrania w radiu poruczyć wszystkie tematy, postanowiłam zebrać to we wpisie.

A audycji możecie posłuchać tutaj.

Dlaczego chińskie platformy są tak popularne?

Fakt, że produkty z Chin są często kiepskiej jakości, nie oznacza, że same platformy takie są. To w rzeczywistości świetnie zaprojektowane maszyny do manipulowania konsumentami. Ich celem jest wytworzenie w nas nawyku kupowania coraz częściej i coraz więcej. To nie są zwykłe sklepy – one zmieniają sposób, w jaki kupujemy, czy w ogóle myślimy o kupowaniu czy dobrach materialnych. Pytanie brzmi – czy to jest kierunek, w którym chcemy iść – bo za niska cenę płacimy wszyscy. Nie przy kasie, ale później i w inny sposób.

Przyczyny popularności chińskich platform zakupowych:

  • Ogromny wybór – tysiące nowych wzorów dziennie. Dla porównania H&M wypuszcza około 23 tysiące nowych modeli odzieży rocznie, ZARA – 40 tysięcy. Shein – 1,5 miliona! (za: Reuters, 2024) Jest to możliwe dzięki skróceniu procesu produkcyjnego. Kiedyś droga od projektu do produktu wynosiła około miesiąca, teraz może to być nawet tydzień. Jak to możliwe? Dzięki technologiom, ale też sztucznej inteligencji, a także… kradzieży wzorów i projektów od innych marek, także tych luksusowych. Shein czy Temu dosłownie zalewają nas nowymi modelami i fasonami, podsycając pragnienie nowości, jednocześnie powodując wizualne zmęczenie, a wtedy łatwiej o impulsywne decyzje.
  • Nierealistycznie niska cena. Jest ona możliwa z kilku powodów, o których poniżej opowiem więcej.
  • Aplikacje zakupowe zaprojektowane są tak, by wymuszać częste używanie – mają uzależniający charakter.
  • Kultura „zakupowych hauli” czyli filmików (głównie na TikToku i Instagramie), w których influencerzy chwalą się kupnem ogromnej liczby paczek.

Dlaczego tak tanio?

1. Model „ultra fast fashion”

  • Shein potrafi wprowadzić nowy produkt do sprzedaży nawet w 7 dni.
  • Produkcja odbywa się w mikro-partiach (np. 50-100 sztuk), więc ryzyko niesprzedanych ubrań jest minimalne.

2. Skala produkcji i centralizacja w Chinach

  • Produkcja jest skoncentrowana w jednym regionie (głównie Guangzhou).
  • Dzięki temu koszty logistyki, magazynów i transportu wewnętrznego są bardzo niskie.
  • Ogromna skala zamówień sprawia, że każdy element (materiał, dodatki, opakowania) kosztuje ułamki tego, co płacą małe firmy.

3. Tanie materiały i minimalne standardy jakości

  • Używane są najtańsze włókna syntetyczne (poliester, akryl).
  • Produkcja stawia na szybkość, nie na trwałość – ubrania są projektowane tak, by były noszone krótko.
  • Jakość kontroli i wykończenia jest ograniczona do minimum.

4. Niższe koszty pracy

  • Produkcja jest oparta na małych szwalniach, często pracujących w systemie akordowym.
  • Raporty wskazują na bardzo niskie stawki i pracę w długich godzinach.
  • Niższe standardy praw pracowniczych i BHP obniżają koszty produkcji.

5. Luka podatkowa i celna

  • Paczki wysyłane bezpośrednio z Chin do konsumenta (tzw. model „direct-to-consumer”) często korzystają z zasady de minimis – przesyłki o deklarowanej wartości poniżej 150 EURO są zwolnione z cła.
  • To przewaga, której europejskie firmy nie mają i z którą ciężko jest konkurować.

6. Agresywny marketing, dane, automatyzacja

  • Shein i podobne platformy wykorzystują algorytmy analizujące trendy w czasie rzeczywistym.
  • Zastosowanie sztucznej inteligencji pozwala na przewidywanie trendów (analiza predykcyjna). Dzięki temu produkuje się tylko to, co ma szansę się sprzedać, więc nie traci się pieniędzy na nietrafione kolekcje.
  • Modele marketingowe opierają się głównie na taniej (lub wręcz darmowej) sile influencerów i viralowych kampaniach, jak wspomniane wyżej „haule zakupowe”.

Tanie produkty z Chin – jak my wszyscy za to płacimy?

Kupujesz bluzkę za 10 zł, kurtkę dla dziecka za 30 zł i super. Nawet jeśli musisz wyrzucić te rzeczy po kilku noszeniach (albo po jednym praniu) – strata nie jest wielka. Kupujesz nową i już. Brzmi wspaniale, prawda? Jak zachęcało kiedyś Temu – „kupuj jak miliarder”. Tylko że nikt bogaty nie kupi tych rzeczy.

Skutki kupowania masowo produktów z Chin mają ogromny, negatywny wpływ na środowisko. To wie chyba wiele osób. Niestety argumenty środowiskowe nie są przekonywujące dla wszystkich. Może skuteczniejsze będą informacje, jaki wpływa mają one na nasze zdrowie.

Chemia z Chin

Przy produkcji odzieży, zabawek wykorzystuje się mnóstwo środków chemicznych. Ponieważ w Chinach nie ma regulacji, a przy eksporcie korzystają ze wspomnianej zasady de minimis – mogą trafiać do naszych domów produkty, które nie tylko nie spełniają norm dotyczących zawartości szkodliwych substancji, ale przekraczają je wielokrotnie.

  • PFAS, czyli substancje per- i polifluoroalkilowe, czyli tzw. „wieczne chemikalia” to grupa około 4 700 syntetycznych związków chemicznych, które są powszechnie stosowane w przemyśle i produktach codziennego użytku, takich jak naczynia z nieprzywierającą powłoką, opakowania na żywność czy ubrania. Mówi się o nich „wieczne” ponieważ praktycznie nie rozkładają się w środowisku. PFAS mogą powodować problemy z płodnością, odpornością, poziomem cholesterolu. Mogą być powiązane ze zwiększonym ryzykiem chorób nowotworowych czy zmianami w rozwoju płodu i dziecka. W odzieży stosuje się je np. po to, aby tkaniny się nie gniotły i były nieprzemakalne.
  • Ftalany – stosowane m.in. do zmiękczania tworzyw sztucznych (np. zabawek) – mogą one powodować zaburzenia hormonalne, choroby serca, problemy z płodnością czy nowotwory. Trafiłam na informację o butach z Shein, w których dozwolony poziom ftalanów był przekroczony 428-krotnie.
  • Metale ciężkie. Trafiłam na informację (badania prof. Miriam Diamond, Uniwersytet w Toronto), o kurtce dziecięcej z Shein, w której poziom ołowiu był przekroczony 20-krotnie.
  • W innym badaniu, gdzie analizie poddano 90 produktów dla dzieci, okazało się, że 43% z nich zawierało szkodliwe substancje.
  • Ponad połowa ubrań z Shein/Temu przekracza normy substancji toksycznych.
  • Te szkodliwe substancje chemiczne wchłaniamy przez skórę. A kiedy je pierzemy, chemia i mikroplastik wraz z wodą trafiają do rzek, oceanów i wszystkich naszych ekosystemów. Mikroplastik znaleziono nie tylko w lodowcach, mięsie ryb, ale też w ludzkich mózgach i łożyskach.

Wpływ na środowisko

WODA. Fast fashion to ogromne zużycie wody. Do produkcji jednego bawełnianego t-shirta potrzeba jej aż 2700 litrów. Przemysł odzieżowy odpowiada za produkcję 20% globalnej ilości ścieków.

NAWOZY. Przy produkcji bawełny stosuje się ogromne ilości pestycydów i insektycydów, które niszczą bioróżnorodność, zabijają owady, zatruwają glebę, wodę, i prowadzą do uodparniania się chwastów (powstają tzw. superchwasty) – w efekcie trzeba stosować jeszcze więcej pestycydów. Do tego dołóżmy jeszcze emisja gazów cieplarnianych: Stosowanie nawozów azotowych jest głównym czynnikiem przyczyniającym się do uwalniania silnego gazu cieplarnianego, podtlenku azotu.

ŚLAD WĘGLOWY. Przemysł odzieżowy odpowiada za około 10% światowych emisji CO₂, czyli więcej niż lotnictwo i żegluga razem wzięte. Ten udział rośnie głównie przez model ultra-fast fashion, w którym ubrania są projektowane, szyte, transportowane i wyrzucane w coraz szybszym tempie. Ubrania z Shein czy Temu powstają głównie w Chinach i lecą do Europy w milionach przesyłek. Każda sztuka to osobna, zapakowana paczka – co potęguje ślad transportowy. Brak magazynowania lokalnego oznacza, że emisje z transportu są większe niż w przypadku marek, które dostarczają zbiorczo.

ŚMIECI. Ultra fast fashion rośnie tak szybko, ponieważ opiera się na modelu: kup tanio, szybko wyrzuć i kup jeszcze raz. I jeszcze raz, i jeszcze raz. Rocznie produkujemy około 92 miliony ton odpadów tekstylnych. W większości są to włókna syntetyczne, które nie ulegają rozkładowi. Duża część zużytej odzieży trafia do Afryki – głównie Kenii i Ghany. W szczególności Ghana jest dotknięta tym problemem – co tydzień trafia tam 15 milionów sztuk odzieży. 40% od razu trafia na wysypiska, które można obejrzeć sobie na Google Maps.

Syntetyki, takie jak poliester, są wytwarzane z ropy naftowej. Ich produkcja jest energochłonna i wymaga temperatur sięgających kilkuset stopni. Dziś ponad 60% wszystkich ubrań to syntetyki. Większość odzieży trafia na wysypiska lub do spalarni. Syntetyki nie rozkładają się – rozpadają się na mikroplastik, emitując gazy cieplarniane przez dziesiątki lat.

Kto i w jakich warunkach to dla nas szyje?

Za ultra tanimi ubraniami stoją realni ludzie, często pracujący w warunkach, których w Europie nie dopuszczałoby żadne prawo pracy. W wielu zakładach produkcyjnych w Azji normą są bardzo niskie płace, praca po kilkanaście godzin dziennie, brak zabezpieczeń i niebezpieczne warunki techniczne. Tylko w tym roku media donosiły o kolejnym tragicznym pożarze fabryki w Bangladeszu, w którym zginęli pracownicy szyjący odzież dla globalnych marek – to przypomnienie, że bezpieczeństwo w szwalniach nadal pozostawia wiele do życzenia. Do tego dochodzi kwestia pracy przymusowej Ujgurów w Chinach, wykorzystywanych m.in. przy produkcji bawełny i komponentów odzieżowych w regionie Sinciang. Wiele raportów wskazuje, że bawełna z tego regionu trafia następnie do globalnych łańcuchów dostaw, także marek typu ultra-fast fashion.

Tanie ubrania są więc często możliwe tylko dlatego, że ich prawdziwy koszt płacą pracownicy – zdrowiem, bezpieczeństwem i wolnością.

Kolejnym z wyzwań związanych z Shein, Temu i innymi platformami ultra-fast fashion jest niemal całkowity brak transparentności. Konsument nie wie, kto szyje dane ubranie, z jakiego materiału, skąd pochodzi tkanina, ani w jakich warunkach powstaje produkt. Firmy te nie publikują list dostawców, nie raportują standardów pracy ani wpływu środowiskowego. W efekcie nawet organizacje monitorujące prawa człowieka i warunki pracy często nie są w stanie prześledzić łańcucha dostaw. Ten brak przejrzystości tworzy idealne warunki do nadużyć: od przemocy ekonomicznej wobec szwaczek, przez zaniżanie płac, po wykorzystywanie pracy przymusowej, której ścieżki w łańcuchach produkcji pozostają celowo ukrywane. Dopóki marki nie ujawniają, kto, gdzie i za ile szyje ich ubrania, nie możemy mówić o odpowiedzialnej modzie – jeśli produkty kosztują tylko kilka złotych.

Co możemy zrobić my?

Wydawać by się mogło, że wobec wielkiej machiny jaką jest chiński przemysł odzieżowy, przeciętny zjadacz chleba może niewiele. I częściowo jest to prawda. Konieczne są zmiany systemowe – w prawie, które uniemożliwią niezgodne z prawem praktyki. Planowane są wprowadzenie cyfrowego paszportu czy Unijnego systemu ROP – Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta. Niestety te zmiany następują powoli. Cieszy, że np. Francja przeprowadziła niedawno kontrole dostaw z Chin (Shein zaczął sprzedawać lalki „dla dorosłych” o wyglądzie dzieci.). Może reszta państw pójdzie za tym przykładem.

Jednak wierzę (tak, wiem, jestem idealistką) – że my jako konsumenci mamy ogromną moc, tylko często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Co każdy z nas może zrobić już dziś?

  • Kupować mniej. To zawsze się sprawdzi. Najbardziej ekologiczny i etyczny przedmiot to ten, który już masz w szafie.
  • Kontrolować co robią dzieci, czy nie korzystają z chińskich aplikacji zakupowych i nie zamawiają szkodliwych dla własnego zdrowia tanich ubrań czy plastikowych gadżetów.
  • Czytać informacje na metkach, w opisach produktu, dowiadywać się i dopytywać o szczegóły. Jako konsumenci mamy do tego prawo.
  • Kupować z drugiej ręki – chociaż to nie jest takie różowe (ale to już temat na osobny wpis).
  • W miarę możliwości kupować w polskich, sprawdzonych sklepach. Wiem, że wiele z nich oferuje produkty drogie. Ale przy odrobinie chęci można znaleźć bardziej budżetowe opcje. Poza tym – te rzeczy na pewno charakteryzują się większą trwałością i jakością – posłużą nam wiele lat i nie zasilą wysypiska po kilku miesiącach. Dodatkowo mamy satysfakcję, że wspieramy polski przemysł i polskich przedsiębiorców – którzy bardzo tego potrzebują, bo z Chinami ciężko im konkurować.
Mniej wolniej lepiej. 7 prostych przepisów na to jak mieć mniej, żyć wolniej i czuć się lepiej
Dołącz do newslettera! Otrzymasz eBooka o minimalizmie. Raz na jakiś czas wyślę Ci powiadomienie o nowych wpisach.
I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

Dodaj komentarz