Jeśli lato 2024 przebiegało dla mnie pod hasłem góry i parki narodowe, to rok 2025 okazał się czasem zdecydowanie bardziej rowerowym. Stało się tak głównie dlatego, że na początku czerwca kupiłam nowy rower – gravela firmy Kross. Pomimo wcześniejszych obaw przepadłam od pierwszej przejażdżki. Lekka, karbonowa rama i bardziej sportowa geometria sprawiły, że zaczęłam myśleć o trasach, które wcześniej wydawały mi się zbyt odległe. Gdyby nie to, że 31 lipca złamałam kostkę, pewnie trudno byłoby mnie z tego roweru ściągnąć.
Wielkopolski Park Narodowy
Kontuzja przydarzyła mi się w Puszczykowie, dokąd pojechałam oczywiście z nowym rowerem, aby zwiedzić Wielkopolski Park Narodowy. Wyjazd zapowiadał się idealnie: pociąg z Trójmiasta, kilka dni urlopu i plan spokojnej eksploracji okolicy. Los miał jednak dla mnie inny scenariusz. O tym, jak się spakowałam, jak dojechałam i co mimo wszystko zdążyłam zobaczyć, opowiadam szerzej w filmiku.
Po wypadku jesień upłynęła pod znakiem rehabilitacji i ostrożnego powrotu do aktywności. Dłuższe wycieczki oraz chodzenie po górach były wykluczone, ale krótkie przejażdżki po okolicy pozwoliły mi nie stracić kontaktu z rowerem. Dlatego ocena tych wakacji jest dla mnie nieco mieszana. Z jednej strony ogromna radość z nowej pasji, z drugiej wyraźny niedosyt. Jak zwykle staram się jednak skupiać na pozytywach.
Rowerowe lato 2025
Gravel to dla mnie po prostu rower do wszystkiego – trochę sportowy, trochę terenowy, idealny na długie trasy. Różni się od mojego wcześniejszego roweru typu cross głównie tym, że zachęca do szybszej i dalszej jazdy. Cross był wygodny na krótkie przejażdżki, głównie po mieście i prostych ścieżkach. Na gravelu lżej mi się jeździ (karbonowa rama!). Łatwiej zabrać bagaż, pojechać przez las, szuter czy asfalt bez zastanawiania się nad nawierzchnią.
Dzięki temu dobrze nadaje się na bikepacking, bo pozwala podróżować swobodnie i z poczuciem, że mogę dojechać niemal wszędzie. Gravela kupiłam tak naprawdę po to, żeby właśnie robić takie dalsze wycieczki i między innymi zwiedzać parki narodowe.
Na 2025 jeden park musi mi wystarczyć.
Najlepsze rowerowe trasy 2025
Tego lata najczęściej kręciłam się po wybrzeżu – po Trójmieście, Kaszubach i Żuławach. Coraz bardziej doceniam, że mieszkam w takim miejscu. Chociaż daleko mam w góry, to jednak wiele pięknych tras rowerowych znajduje się tuż pod ręką.
Najchętniej wybierałam kierunek Wyspy Sobieszewskiej i Mierzei Wiślanej. To tam udało mi się po raz pierwszy przejechać 100 km w jeden dzień. Sam dystans nie był celem, raczej sprawdzianem możliwości i formy. Radość z jazdy i ciekawość kolejnych kilometrów potrafią nieść dalej, niż można się spodziewać.
Chociaż oczywiście to nie liczba kilometrów ma znaczenie, ale przyjemność jazdy i oglądane po drodze ciekawe miejsca (przynajmniej dla mnie). Chciałam przejechać tę stówkę, żeby sprawdzić swoje możliwości, zobaczyć czy mogę coś takiego zrobić. I udało się. Nie dlatego, że to jakiś wyczyn życia, ale dlatego, że przyjemność jazdy sprawiła, że nie chciałam przerywać. A to jest chyba najpiękniejsza część tej historii: nie dystans, ale radość z podróży.
Przez Wyspę Sobieszewską i Mierzeję Wiślaną przeprowadzony jest fragment szlaku R10 – jednej z najbardziej popularnych szlaków rowerowych w Polsce. Natomiast nie jest to oczywiście jedyna opcja, żeby pojeździć tam rowerem. Ja zdecydowanie wolę szutry w środku lasu na Wyspie niż ścieżkę z kostki. Żeby dostać się na Mierzeję można skorzystać z promu przez Wisłę. Miejsce, gdzie Wisła wpada do morza to w rzeczywistości przekop, który powstał w latach 1891-1895. Gdy ze Świbna przeskoczymy na drugą stronę, znajdziemy się w Mikoszewie. Dalej jest Jantar, Stegna, Sztutowo, Kąty Rybackie i Krynica Morska (trzeba tylko pokonać jeszcze jeden przekop). Lasy między Kątami a przekopem są wspaniałe! Momentami czułam się jak na pogórzu przemyskim (żeby nie powiedzieć w Bieszczadach) – wszystko przez gęste, dzikie lasy, wąwozy, wzniesienia. A do tego wspaniały, szeroki szuter, idealny pod gravela. Coś pięknego!

Żuławy – mało znany skarb
Z Wyspy Sobieszewskiej (skręcając na południe, zamiast jadąc na wschód na Mierzeję) można wzdłuż Wisły dostać się na Żuławy. W zeszłym roku trochę je eksplorowałam jadąc Szlakiem Domów Podcieniowych. W tym roku też udało się tam trochę pokręcić.
Szlak Domów Podcieniowych okazał się dla mnie prawdziwym odkryciem krajoznawczym. Prowadzi przez niewielkie żuławskie miejscowości, w których zachowała się charakterystyczna architektura z XVIII i XIX wieku. Domy z podcieniami budowano tutaj z myślą o ochronie przed powodziami i silnymi wiatrami znad delty Wisły. Ich drewniane konstrukcje do dziś robią ogromne wrażenie. Jadąc rowerem od wsi do wsi, można zobaczyć, jak bardzo Żuławy różnią się od reszty Pomorza. Płaski jak stół krajobraz, sieć kanałów melioracyjnych, stare cmentarze mennonickie i wąskie drogi biegnące po wałach przeciwpowodziowych.
Na tej trasie nie ma tłumów turystów ani wielkich atrakcji, jest za to lekcja historii regionu w najczystszej postaci. Dla mnie to idealny przykład podróżowania powoli – tak, żeby naprawdę zauważyć detale miejsc, przez które się przejeżdża.

Zaskoczenie roku – Gdańsk na rowerze
Chociaż urodziłam się w Gdyni i w Trójmieście spędziłam większość życia (poza niemal dekadą spędzoną w Poznaniu) – nie znałam wcześniej jakoś bardzo dobrze Gdańska. Dzięki nowemu rowerowi powoli się to zmienia – i powiem Wam, że Gdańsk niemal z każdą przejażdżką mnie zachwycał.
Park Oruński, Westerplatte, Twierdza Wisłoujście, Nowy Port – o te miejsca warto zahaczyć, jeśli będziecie w Gdańsku.

Nie spodziewałam się też, że tak bardzo spodoba mi się w Pruszczu Gdańskim. Miasteczku, do którego z Gdańska jest jakieś 9 km. Nad rzeką Radunią (i jej kanałami), która płynie przez miasto, są wspaniałe trasy rowerowe! Warto też zobaczyć Park Faktoria (chociaż ta nazwa nie wiem skąd się wzięła, bo pasuje jak pięść do oka.) Z Pruszcza można też wyskoczyć w Kaszuby. A jak już jesteśmy przy Kaszubach – jeszcze przed gravelem wybrałam się z Kartuz do rezerwatu Kurze Grzędy. Piękne miejsce – niektórzy postulują nawet by utworzyć tam Kaszubski Pak Narodowy.
Rezerwat Wydmy Helskie
Półwysep Helski rowerowo znam bardzo dobrze – ta trasa ma swoje plusy i minusy. Ale dopiero dzięki gravelowi udało mi się spełnić małe marzenie i zwiedzić rezerwat Helskie Wydmy. Ten obszar chroni unikalny fragment ruchomych wydm nadmorskich, porośniętych sosnowym borem i niską roślinnością typową dla wybrzeża Bałtyku. Wąskie, piaszczyste ścieżki prowadzące przez rezerwat wymagają od rowerzysty nieco pokory, ale właśnie to lubię najbardziej. Poczucie kontaktu z prawdziwą naturą.
Jeśli chodzi o nadmorskie klimaty, udało mi się dwa razy być w rezerwacie Białogóra. To jedno z piękniejszych miejsc na polskim Wybrzeżu. Dojechałam nawet do Rzeki Bezimiennej, gdzie byłam z moim starym rowerem z Tesco kilka lat wcześniej. Marzyłam o tym od dawna… Objechałam też przy innej okazji Jezioro Żarnowieckie, eksplorowałam piaszczyste ścieżki Pradoliny Rzeki Redy i Puszczy Darżlubskiej. Nie mówiąc o niezliczonych wycieczkach po Trójmieście – np. po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Pojechałam też na Babie Doły – najdalej wysuniętą na północ dzielnicę Gdyni, gdzie spędziłam dzieciństwo i gdzie można z plaży oglądać kultową torpedownię.
Właściwie jak teraz na to zestawienie patrzę – to były całkiem udane wakacje ;)
Rok 2025 nauczył mnie przede wszystkim, że odpowiedni rower potrafi całkowicie zmienić sposób podróżowania. Dzięki gravelowi zobaczyłam miejsca, które od dawna chciałam odwiedzić, a najbliższa okolica stała się źródłem niekończących się inspiracji.
Mam nadzieję, że w 2026 roku będziecie zwiedzać Polskę na gravelu razem ze mną!