Odpuść sobie! Recenzja książki Miej wyje**ne, będzie ci dane

Odpuść sobie

Chociaż nie jestem fanką przeklinania (w słowie pisanym), trzeba przyznać, że tytuł przyciąga uwagę. To on skłonił mnie, aby sięgnąć po książkę dr Katarzyny Czyż. I bardzo się cieszę, że to zrobiłam. Od dzisiaj odpuść sobie jest moim mottem życiowym i mantrą.

Autorka napisała Miej wyje**ne, będzie ci dane, ponieważ któregoś dnia zdała sobie sprawę, że spełnianie cudzych oczekiwań to droga donikąd. Że skutkuje wyłącznie przepracowaniem, zmęczeniem, długotrwałym stresem. A to może mieć poważne konsekwencje dla naszego zdrowia. 

Odpuść sobie 200% normy

W zupełności się z nią zgadzam. Perfekcjonizm, toksyczna produktywność nie pozwalają nam żyć pełnią życia, cieszyć się chwilą teraźniejszą. O wiele przyjemniej jest, kiedy masz wyje**ne, odpuścisz sobie i zaczniesz żyć.

Stres i przepracowanie wywołują tzw. myślenie tunelowe, czyli stan, w którym nie widzimy wyjścia z sytuacji, czujemy się zamknięci i ograniczeni. Będąc w stanie myślenia tunelowego nie sposób podejmować (dobrych) decyzji czy wykonywać swojej pracy na zadowalającym poziomie. Ja przynajmniej tak mam, że kiedy się stresuję, popełniam najbardziej głupie błędy. A wtedy stresuję sie jeszcze bardziej, i tak magiczne koło się zamyka. 

…pomyśl, jak często się nakręcamy, tworzy się spirala, a my nie wiemy, dlaczego i skąd się wzięła. Nie umiemy zwerbalizować (czyli nazwać) uczuć i stanów ani rozmawiać na trudne, niewygodne tematy. A to bardzo wazna umiejętność.

Multitasking, wyrabianie 200% normy nie może skończyć się dobrze. A jednak mam wrażenie, że w pracy, i nie tylko, wciąż od nas tego wymagają. 

Co znajdziemy w książce? 

Książka podzielona jest na 3 rozdziały. Pierwszy to bardzo osobista historia autorki. Opowiada w niej, jak wyglądało jej życie od lat szkolnych, aż po dorosłość. Uświadamiając nam tym samym, że właściwie od wczesnego dzieciństwa stawia się przed nami różne oczekiwania. Często nierealistyczne, powodowane jakimiś chorymi ambicjami. W trakcie snucia tej opowieści autorka przerywa i zadaje dające do myślenia, czasami niewygodne pytania. Własna historia jest dla niej pretekstem, aby skłonić czytelnika do refleksji nad własnym życiem i tym, jakiego rodzaju presji był poddawany już od dzieciństwa.

Drugi rozdział, najbardziej rozbudowany, nosi tytuł 7 kroków. Jak mieć wyjebane, aby było Ci dane. Znajdziemy tutaj mnóstwo metod, narzędzi i technik, służących nauce odpuszczania oraz bardziej uważnego i intencjonalnego życia. 

Autorka pisze o metodach oddechowych, autocoachingu i innych technikach. Dużo uwagi poświęca jodze. Znajdziemy i naukowe opracowania dotyczące fal mózgowych, jak i prastarą hawajską praktykę Ho’oponopono.

Metody są bardzo zróżnicowane, czerpią z różnych tradycji, i z pewnością nie każda przypadnie Ci do gustu. Jednak plusem tej różnorodności jest to, że niemal gwarantowane jest, że znajdziesz kilka metod, lub przynajmniej jedną, idealną dla siebie.

Trzeba przyznać, że autorka zadała sobie spory trud, badając te metody i zbierając o nich informacje. 

Nazywanie emocji i co dalej?

Moje ulubione fragmenty książki to te, w których autorka pisze o emocjach. Pewnie dlatego, że sama tym tematem od jakiegoś czasu się interesuję. Uświadomienie sobie swoich emocji i bycie szczerym w ich nazywaniu to dla mnie genialne, chociaż tak proste rozwiązanie. Oczywiście nad tym też trzeba pracować – samo nie przyjdzie.

W książce znajdziemy sporo wartościowych informacji oraz narzędzi, jak się tym swoim emocjom lepiej przyglądać, i jak czerpać z nich, zamiast poddawać się ich wpływom.

Trzeci, ostatni rozdział to wezwanie do działania. Nosi tytuł I co dalej? Bo wiadomo, że od samej lektury książki, nawet najmądrzejszej, nie zmienimy swojego życia na lepsze. Musimy jeszcze wprowadzić to w życie. Jednak wydaje mi się, że połączenie różnorodności metod z nienarzucającym się, swobodnym stylem, w jakim napisana jest książka, może znacząco przybliżyć do tego celu.

Praca nad przekonaniami, nad schematami, nawet nad niby (jak by się wydawało) prostym biznesowym celem “zwiększyć procent czegokolwiek”, nie jest prosta. Samo rozmyślanie na ten temat niewiele zmieni, samo czytanie o tym też średnio działa. Zatem zapisz, zrób coś inaczej niż zazwyczaj i daj sobie czas. Na przemyślenia, na pojawienie się nowych pomysłów, inspiracji, na to, żeby to w Tobie wybrzmiało.

Własne źródło mocy

Jak pisze autorka, każdy z nas musi znaleźć swoje własne źródło mocy. Takie, które pomaga nie przejmować się opiniami, ocenami innych osób, tym co “wypada”. Z pewnością jest to także narzędzie, które pomoże Ci uświadomić sobie, co jest dla Ciebie (a nie dla innych) ważne. Bo na tym właśnie najlepiej się skupić.

Polecam tę książkę każdemu, kto szuka sposobu jak wyluzować, zwolnić, jednocześnie nie rezygnując ze swoich planów i marzeń. Jeśli czujesz się zmęczony/zmęczona pogonią za ideałem, przeczytaj książkę, a potem czerp z niej to, co będzie najlepsze właśnie dla Ciebie.

Powiązane wpisy

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chciałbyś/chciałabyś przeczytać więcej podobnych treści – możesz wesprzeć mnie na Patronite.

Dodaj komentarz