Czy jesteś oszustem? O syndromie, który szkodzi nam wszystkim

o syndromie oszusta

Dostajesz nową, świetną pracę, albo w obecnej proponują Ci awans i podwyżkę. Ktoś Cię chwali lub proponuje współpracę przy ciekawym projekcie. Ale Ty, zamiast cieszyć się z sukcesu, z docenienia, wyszukujesz tysiące powodów, dla których na to wyróżnienie nie zasługujesz. I tylko czekasz, aż Twoje oszustwo wyjdzie na jaw i skompromitujesz się na oczach wszystkich. Brzmi znajomo?

Każdy od czasu do czasu ma chwile zwątpienia w swoje siły i kompetencje. Jednak dla wielu z nas jest to lęk paraliżujący. Ja sama zmagam się z nim od kilku lat. Pierwszym krokiem w walce jest dla mnie wyszukanie wszystkich dostępnych informacji na ten temat. Syndrom oszusta jest jednym z tych zjawisk, które dobitnie pokazują, że aby z nim wygrać, trzeba je najpierw dobrze zrozumieć.

Czym jest syndrom oszusta?

Syndrom oszusta to poczucie, że jest się podróbką, imitacją, falsyfikatem.

To przekonanie, że nie zasługujemy na pochwały, bo nasze sukcesy nie są nasze. Są fałszerstwem, wynikają z przypadku, chwilowych okoliczności. To brak wiary we własne (i cudze, ale o tym później) kompetencje. Nieumiejętność dostrzegania wartości w ciężkiej pracy.

Dostaliśmy awans – chyba ktoś w kadrach musiał się pomylić! Kolega z pracy chwali nas na forum? Przecież nie zna całej prawdy, pewnie podświadomie go zmanipulowaliśmy. Albo ma jakieś inne motywacje, może czegoś chce w zamian. Zaproszono nas do udziału w prestiżowej konferencji? Lepiej się nie chwalić, bo pewnie zdążą jeszcze zmienić zdanie, kiedy tylko znajdą kogoś lepszego. I tak w kółko.

Dlaczego czujemy się jak oszuści?

Podczas moich poszukiwań znalazłam kilku winowajców. Przede wszystkim czujemy się jak oszuści, ponieważ paradoksalnie dzielimy się ze sobą tylko sukcesami. Nie dzielimy się pomysłami, które są zbyt szalone by je zrealizować. Nie dzielimy się porażkami, walką, jaką musieliśmy stoczyć, aby znaleźć się tam, gdzie jesteśmy. Dużo mówi się w sferze publicznej o sukcesach. Mało o cenie, jaką płaci się za te sukcesy.

Widziałam niedawno film A star is born i zdenerwowała mnie jedna scena. Na początku filmu główni bohaterowie siedzą na krawężniku przed sklepem całodobowym. Nagle Ally (Lady Gaga) ma chwilę objawienia i zaczyna śpiewać piosenkę. Melodię miała w głowie wcześniej, a teraz na oczach swojego towarzysza improwizuje tekst. Tekst, dodam, bardzo ładnej piosenki – nominowanej do Oscara, nagrodzonej Złotym Globem. Sama chętnie gram ją na ukulele. A zatem – co tak wkurza mnie w tej scenie?

Piosenkę Shallow skomponowały 4 osoby, w tym Lady Gaga. Ta piosenka nie jest owocem szalonej nocy i natchnienia spowodowanego spotkaniem z przystojnym facetem. Jest efektem zaplanowanej pracy całej grupy ludzi. Wiem, że filmy lubią (i na potrzeby tego medium muszą) dramatyzować, poetyzować i co tam jeszcze. Ale nie dziwię się, że tak trudno jest nam potem wziąć pełną „odpowiedzialność” za własne sukcesy, jeśli nie przytrafiają się nam w tak magiczny i spektakularny sposób, jak pokazują to media.

Sukces, aby był prawdziwy, powinien przyjść nam łatwo, naturalnie, a nie na siłę, nie po dniach, miesiącach czy latach pracy. Tak myśli „oszust”.

Warto zaufać innym

Dlaczego jeszcze cierpimy na syndrom oszusta? Bo nie ufamy temu, jak oceniają nas inni. Kiedy ktoś nas chwali, zaprasza do współpracy – zamiast spróbować w chłodny sposób zrozumieć (i zaakceptować) jego motywacje, uważamy, że nie ma racji. Że nie potrafił dokonać racjonalnego wyboru, podjąć przemyślanej decyzji. Że przeoczył jakieś istotne informacje. I że i tak za chwilę się ocknie i uświadomi sobie swój błąd.

Wcześniej pisałam o tym, że syndrom oszusta jest też brakiem wiary w kompetencje innych. Nasze lęki zaciemniają obraz i przestajemy wierzyć w osąd innych. A warto im zaufać – w końcu często z zewnątrz pewne sprawy są wyraźniejsze. Innym łatwiej ocenić nasze sukcesy, starania, niż nam samym.

To co jeszcze przeszkadza nam w odczuwaniu prawdziwej radości z sukcesów, to fakt, że chcemy, by inni nas lubili. A żeby inni nas lubili – nie możemy się wywyższać. Nie wolno nam dopuścić do sytuacji, w której ktoś pomyśli, że uważamy się za lepszych niż jesteśmy. Wpaja się nam (często już od dziecka), że skromność jest lepsza niż pewność siebie. Ja osobiście nie lubię skromności. Nie lubię wartości, jaką się jej przypisuje. Nie uważam, że skromność jest cnotą. A jeśli jest… no cóż, najwyraźniej nie cenię bycia cnotliwym.

Osoby cierpiące na syndrom oszusta uważają, że kiedy coś im się udaje – stoi za tym szczęśliwe zrządzenie losu. Że oni nie mieli z tym nic wspólnego. Umniejszają swoje zasługi. Przerzucają odpowiedzialność na talent, szczęście. Albo mówią, że to nic takiego – żaden wysiłek. Jakby było w tym coś złego.

Jakie są konsekwencje?

Zacznijmy od tego, że około 70% ludzi cierpi, lub w którymś momencie życia cierpiało na syndrom oszusta. I dotyczy to w równym stopniu obu płci. 70% kobiet i mężczyzn zmaga się (lub zmagało) z perfekcjonizmem, zwątpieniem w siebie, lękiem, obawą przed porażką. O ile przyjemniej by było, gdyby wszyscy oni uwierzyli, że zasługują na wypracowany przez siebie sukces.

Co się dzieje, gdy syndrom oszusta przejmuje prowadzenie w naszym życiu? Nie prosimy o awans czy podwyżkę, dając przewagę osobom nie bardziej kompetentnym, a jedynie bardziej pewnym siebie. Nie zgłaszamy odważnych pomysłów. Nie dzielimy się z innymi swoją wiedzą i doświadczeniem, nie pomagamy im. Boimy się, że już nigdy więcej nie powtórzymy naszego sukcesu, więc nie podejmujemy ryzyk. W efekcie nasz potencjał nie może być w pełni zrealizowany i wszyscy na tym tracimy.

Syndromowi oszusta towarzyszyć mogą także stany depresyjne czy depresja.

Co ciekawe (i smutne zarazem) – żaden, nawet najbardziej spektakularny sukces nie jest w stanie wyleczyć z syndromu oszusta. Cierpią na niego także ci, którzy osiągnęli światowy sukces – ponadprzeciętnie inteligentni, sławni i bogaci. Dzieje się tak, ponieważ ten syndrom nie żywi się tym, co dzieje się w świecie rzeczywistym. Jak śpiewał David Bowie – wszystko jest w Twojej głowie.

Jak wyzwolić się z syndromu oszusta?

Nie zaskoczę Was – wymaga to ciągłej pracy. Ciągłej rozmowy ze sobą i uważnego słuchania głosów w głowie.

Najważniejsze, to uświadomić sobie, że ten wiecznie krytykujący i umniejszający Twoje zasługi głos nie jest oparty na niczym obiektywnym. To tylko głos, a nie ty. To Twój subiektywny pogląd, niekoniecznie zgodny z prawdą.

Jeśli w nowej pracy/na nowym stanowisku czujesz się jak oszust, powiedz sobie: no i co z tego? Nawet jeśli jestem oszustem, jeśli trafiłem tu przypadkiem – teraz dam z siebie wszystko. Być może pomoże uświadomienie sobie, że nie tylko Ty borykasz się z tym syndromem, ale że każdy doświadcza w swoim życiu chwil zwątpienia. Każdy czasami czuje się nie na miejscu. Nawet prezes, dyrektor czy nagrodzona Oscarem aktorka. Są badania, które mówią, że to właśnie osoby, które więcej osiągnęły, są bardziej narażone na jego oddziaływanie.

Trzeba też być dla siebie dobrym. Być tym przyjacielem, który zawsze Cię wesprze, pochwali, poklepie po ramieniu. Twój wewnętrzny głos mówi Ci: nie zasługujesz na to. Czy powiedziałbyś/powiedziałabyś to przyjacielowi?

Możesz też spróbować się po prostu z tego śmiać! Kiedy zwierzam się mojej przyjaciółce ze swoich obaw, zawsze pyta mnie żartobliwym tonem: i jak tam, już dowiedzieli się, że nic nie umiesz, że nic nie potrafisz? Już się pokapowali? Zawsze mnie to rozśmiesza i daje potrzebny dystans do własnych lęków i kompleksów. Choć brzmi niepoważnie i nieprofesjonalnie – można nazwać tę metodę redukcją do absurdu. Tak czy siak – u mnie działa!

A może Ty masz jakiś sprawdzony sposób na to, jak sobie radzić z syndromem oszusta? Możesz podzielić się swoimi pomysłami w komentarzu – na pewno doda to otuchy innym.

 

Źródła:

http://www.paulineroseclance.com/pdf/-Langford.pdf

http://www.paulineroseclance.com/pdf/ip_high_achieving_women.pdf

https://en.wikipedia.org/wiki/Impostor_syndrome

https://hbr.org/2008/05/overcoming-imposter-syndrome

Jak pisać teksty na bloga, które pokocha Twój czytelnik
Dołącz do newslettera! Otrzymasz PDFa na temat pisania. Raz na miesiąc wyślę Ci powiadomienie o nowych wpisach.
I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )