Nowy rok, nowa ja? Kulturowa pułapka oczekiwań

świętowanie a konsumpcja

Skąd wziął się 1 stycznia?

Nowy rok nie zawsze zaczynał się 1 stycznia. W kalendarzu rzymskim witano go przez długi czas 1 marca, wraz z początkiem wiosny. Dopiero później, głównie z powodów administracyjnych, początek roku przeniesiono na styczeń. Nawet dziś nie istnieje jeden uniwersalny moment wejścia w nowy cykl – wystarczy spojrzeć na kalendarz chiński, żydowski czy muzułmański. Data Nowego Roku zależy od tradycji i kultury.

Antropolodzy od dawna podkreślali, że obrzędy, takie jak właśnie witanie nowego roku, nie były jedynie dodatkiem do życia społecznego. Spajały wspólnotę, dawały poczucie ciągłości, sensu i bezpieczeństwa. Pomagały ludziom odnaleźć swoje miejsce w świecie, który wydawał się większy i bardziej nieprzewidywalny niż dziś. Dziś większość z nas żyje w społeczeństwach uprzemysłowionych, odłączonych od przyrody. Rytm pracy wyznacza kalendarz firmowy, a nie długość dnia i nocy – łatwo zapomnieć, że dawne cykle wciąż na nas wpływają.

Od uczestnictwa do konsumpcji

Jean Duvignaud w książce „Dar z niczego” pisał o świętowaniu jako o doświadczeniu, które było czystą radością bycia razem, chwilowym zawieszeniem codziennych zasad.

Dziś logika konsumpcji stopniowo przechwytuje tę sferę. Zamiast żywego uczestnictwa pojawia się kupowanie. Rezerwujemy stolik, zamawiamy dekoracje, kupujemy nowy planer, kurs rozwojowy, ubrania czy zabiegi kosmetyczne „na nowy początek”. Wydarzenie społeczne zamienia się w usługę, a emocje w element oferty.

Współczesne społeczeństwo konsumpcyjne przekształca świętowanie w uregulowany spektakl i towar. W ten sposób neutralizuje jego dawną zdolność do kwestionowania porządku i wyobrażania sobie alternatywnych sposobów wspólnego życia.

Społeczeństwo konsumpcyjne według Baudrillarda

Podobnie proces ten opisywał Jean Baudrillard. W „Społeczeństwie konsumpcyjnym” zauważał, że przedmioty, marki i wydarzenia tworzą cały system symboliczny. Wartości takie jak prestiż, sukces, autentyczność czy szczęście krążą w obiegu rynkowym jak produkty z katalogu.

Baudrillard twierdził, że kapitalizm dokonuje czegoś znacznie głębszego niż tylko masowej sprzedaży dóbr. Dochodzi do utowarowienia samych wartości, znaczeń i rytuałów. To, co dawniej miało charakter moralny, duchowy lub wspólnotowy, zostaje opakowane i odsprzedane w formie:

  • produktów obiecujących lepsze życie,
  • usług oferujących „niezapomniane doświadczenia”,
  • medialnych spektakli zastępujących relacje.

Według analiz przedstawionych w artykule Dariusza Liszewskiego, które odwołują się do myśli Baudrillarda, w społeczeństwie konsumpcyjnym konsumujemy nie tyle rzeczy, co znaki przypisane do nich przez naszą kulturę – to one definiują naszą tożsamość i status społeczeństwa.

Współczesne społeczeństwo konsumpcyjne przekształca świętowanie w uregulowany spektakl i towar. Każdy produkt, każda usługa obiecuje nam lepszą wersję życia. Wakacje stają się ofertą turystyczną, ślub – wielomilionową branżą, a Nowy Rok – eldorado dla klubów fitness. Nawet bunt i alternatywa mogą zostać zapakowane i wystawione na sprzedaż. W efekcie święto nie jest już momentem żywej przemiany, lecz kolejną okazją do konsumpcji, co niesie też realne, negatywne, skutki.

Wszystko jest towarem

Coraz więcej sfer życia zaczyna funkcjonować według tej samej zasady. Czas wolny, relacje, pasje, rozwój osobisty – wszystko może zostać przekształcone w coś na sprzedaż. Nawet sen zostaje powoli zawłaszczony przez logikę kapitalizmu, która przelicza wszystko na wymierną wartość. Pisał o tym m.in. Jonathan Crary w ciekawej książce „24/7. Późny kapitalizm i celowość snu„.

Utowarowienie sprawia, że znaczenia i wartości stają się jak zupka instant: od razu gotowe i jednorazowe. Łatwe do nabycia, równie łatwe do wymiany na nowszy model. Problemem nie jest sam fakt kupowania, lecz to, że konsumpcja stała się dominującą zasadą organizującą wyobraźnię społeczną.

Dlatego początek roku często wygląda jak marketingowa obietnica: kup odpowiednie rzeczy, a zmienisz swoje życie. Tymczasem realna zmiana rzadko ma cokolwiek wspólnego z zakupami. Bardziej przypomina dawne cykle natury – wymaga czasu, uważności i cierpliwej pracy.

Co to znaczy dla nas?

Ktoś mógłby zapytać – i co w tym złego?! Przecież chcemy być szczęśliwi, dobrze zacząć kolejny rok, świętować. Problem polega na tym, że współczesna kultura proponuje nam bardzo wąską odpowiedź: szczęście osiąga się przez kupowanie. W tej logice nie ma już miejsca na wartości, które nie są policzalne i nie przynoszą zysku.

System konsumpcyjny produkuje nieustanny spektakl obietnic. Każdy produkt ma nas przybliżyć do lepszej wersji życia. Nawet święta, które kiedyś były momentem spowolnienia tempa i wytchnienia od pracy, dziś często stają się jego najintensywniejszym sezonem. Bo nie oszukujmy się – żeby zrobić idealne Święta, Sylwestra czy Nowy Rok – trzeba się napracować. W efekcie tracimy coś naprawdę wartościowego – spontaniczne bycie razem – a w zamian dostajemy jego komercyjny substytut. I jeszcze wychodzimy z tego wszystkiego totalnie zmęczeni.

To jednak dopiero początek problemów. Konsumowanie wszystkiego na masową skalę niesie ze sobą realne skutki. Najbardziej oczywiste to degradacja środowiska: nadprodukcja, góry odpadów, wyczerpywanie zasobów. Doskonale widać to w przypadku globalnej, taniej fast fashion z Chin, o której pisałam szerzej w osobnym wpisie dotyczącym jej konsekwencji etycznych i ekologicznych. Kultura „kup i wyrzuć” nie jest niewinnym stylem życia – jest modelem gospodarki opartej na eksploatacji ludzi i planety.

Negatywne skutki mają też wymiar społeczny. Społeczeństwo konsumpcyjne obiecuje równość dostępu do dóbr, ale w praktyce nieustannie wytwarza nierówności. Zawsze będą bowiem ci, których na uczestnictwo w tym wyścigu nie stać. Jeśli wartość człowieka mierzy się tym, co posiada, wtedy wykluczenie ekonomiczne staje się jednocześnie wykluczeniem symbolicznym. Rynek wzmacnia hierarchie, zamiast je zawieszać.

Dlatego pytanie „i co w tym złego” warto odwrócić: co dobrego zostaje, gdy wszystko zamienimy w towar? Czy Nowy Rok naprawdę potrzebuje kolejnych zakupów, czy raczej kilku prostych rytuałów, które przypomną nam, że sens nie ma metki z ceną?

Może więc warto spróbować świętować inaczej? Nie poprzez kolejne przedmioty, lecz przez powrót do uczestnictwa: do bycia razem, do prostych rytuałów. Ja ostatnio zauważam, że w świętowaniu coraz ważniejsze jest dla mnie, by robić to w otoczeniu osób, które kocham. I żeby robić to w uważny, wartościowy dla mnie sposób. Dzięki temu łatwo zauważyć, że nowy początek może wydarzyć się w dowolnym momencie roku.

Mniej wolniej lepiej. 7 prostych przepisów na to jak mieć mniej, żyć wolniej i czuć się lepiej
Dołącz do newslettera! Otrzymasz eBooka o minimalizmie. Raz na jakiś czas wyślę Ci powiadomienie o nowych wpisach.
I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

Dodaj komentarz