Minimalistka pakuje się na wakacje

Lubię robić sobie krótkie wakacje, ale często. Dzięki temu mam więcej urlopów w roku ;) może nie jest to zupełnie minimalistyczne, ale dla mnie ma wiele zalet. Np. to, że częściej czekam na wakacje, planuję i przygotowuję się do nich. A to samo w sobie jest już przyjemne. Poza tym, taki krótki, bliski wyjazd, nakłada mniej presji. Możemy brać mniej rzeczy, nie musimy przygotowywać się na wiele różnych scenariuszy. Dla mnie wakacje są po to, aby robić jak najmniej, a nie aby zaliczać kolejne atrakcje itp. 

W weekend wybieram się na kilka dni na rower na wybrzeże i postanowiłam pokazać wam jak się pakuję – bo odkąd jestem minimalistką, bardzo się to zmieniło. Kiedy jechałam na moją pierwszą wyprawę rowerową do zachodniopomorskiego wzięłam ze sobą nawet wałek do masażu, zastanawiałam się nad laptopem i ukulele :) teraz jestem nieco mądrzejsza.

Jak minimalistka pakuje się na rowerowy wypad

  1. Biorę tylko to, co niezbędne. To banał, ale warto uświadomić sobie, dlaczego jest to ważne. Ponieważ będę jeździć z sakwami rowerowymi, zależy mi, aby były one maksymalnie lekkie, zwłaszcza że mój rower sam w sobie jest ciężki. Podobnie jest w przypadku plecaka, gdy idziemy w góry. Ale nawet do walizki warto wziąć mniej rzeczy – łatwiej się w nich po prostu odnaleźć i mniejsza szansa, że coś zostawimy lub zapomnimy. Samo pakowanie też ma miejsce wcześniej. Kiedy mam więcej czasu na przemyślenie, z większej liczby rzeczy jestem w stanie zrezygnować. Wszystko sprowadza się do tego, aby rozróżnić, co mam ochotę zabrać a co potrzebuję zabrać.
  2. Tylko skąd wiadomo, że coś jest niezbędne, a coś innego już nie? Rozwiązaniem jest dobre planowanie. Ja robię sobie możliwie wcześnie listę rzeczy, które chcę zabrać. Np. w pierwszej wersji mojej listy był laptop! Nie wiem, co ja sobie myślałam!? Kiedy robię taką listę czuję się trochę śmiesznie – przypominają mi się wyjazdy na kolonie w dzieciństwie, gdzie taką listę trzeba było mieć. Ale to naprawdę działa!
  3. Ograniczam listę rzeczy zabieranych “na wszelki wypadek” lub które “mogą się przydać”. Dużo z przypadków nigdy się nie wydarza. A nawet gdyby – wiele rzeczy można bez problemu kupić, pożyczyć itp… Chociaż z drugiej strony – w polskim klimacie trzeba przygotować się na różne scenariusze pogodowe – upały i ulewy. Tutaj pomogą warstwy – a dokładnie ubieranie się na cebulkę. To takie minimalistyczne podstawy – dzięki temu możemy mieć mniej rzeczy i łączyć je w zależności od pogody czy nastroju. Najbardziej problematyczne są buty – bo są najcięższe i zajmują dużo miejsca w bagażu. Dlatego ograniczam się do 2 par – 1 na rower, 2 do chodzenia. Ważne, żeby były lekkie i wygodne. Można też chodzić boso!
  4. Dbam o to, aby wszystko do siebie pasowało. Jeśli chodzi o ubrania – staram się, żeby były w miarę spójne kolorystycznie, żeby wszystko pasowało do wszystkiego – do siebie nawzajem i do różnych sytuacji. Oczywiście nie zawsze się to uda – np. w przypadku stroju kąpielowego, chociaż od biedy można go nosić zamiast bluzki na ramiączkach.
  5. Nie robię zbyt ambitnych planów i nie zabieram książek ani czasopism. Są one ciężkie, a zauważyłam, że na wakacjach wcale nie mam ochoty sięgać do nich bardziej niż na co dzień. Zresztą ciekawą lekturę mogę znaleźć w internecie. A propos internetu – nie biorę laptopa, tabletu, czytnika. Wszystkie te funkcje spełnia dla mnie telefon. To pozwala też ograniczyć liczbę ładowarek, etui itp… Z innych, drobnych rzeczy – zabieram kompas, powerbank, scyzoryk (zawsze się przydaje), cienki notes (jakieś przyjemności muszą być) i ołówek z temperówką. Mikrofon i mały statyw. Wszystko mieści się w małym, lekkim woreczku. Nie biorę za to portfela – jest wyjątkowo ciężki i zajmuje sporo miejsca, a zazwyczaj i tak płacę telefonem.
  6. Kosmetyki jak najbardziej uniwersalne – na czas wyjazdu rezygnuję z mocnego makijażu i różnych wymyślnych specyfików. Dlatego na wyjazdy najlepsze są kosmetyki uniwersalne.
  7. I na koniec – nie muszę wypełniać całej torby. Kiedyś jak się pakowałam na wakacje, czułam, że muszę maksymalnie wykorzystać pojemność plecaka czy torby. Na szczęście mi przeszło.

Dzięki temu, że mój bagaż będzie lekki, będę miała więcej swobody poruszania się i tak szybko się nie zmęczę. Zamiast myśleć o rzeczach, będę cieszyć się chwilą. I tego też Wam życzę!

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chciałbyś/chciałabyś przeczytać więcej podobnych treści – możesz wesprzeć mojego bloga na Patronite.

Mniej wolniej lepiej. 7 prostych przepisów na to jak mieć mniej, żyć wolniej i czuć się lepiej
Dołącz do newslettera! Otrzymasz eBooka o minimalizmie. Raz na miesiąc wyślę Ci powiadomienie o nowych wpisach.
I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )