Dwa miesiące milczenia na blogu

Dwa miesiące milczenia na blogu

Prawie dwa miesiące minęły, odkąd napisałam tutaj cokolwiek. Ale czy to znaczy, że nic nie robiłam, nic nie pisałam? Nie czytałam, nie oglądałam? Nie spotykałam się z ludźmi? Nie ma cię w internecie = nie istniejesz. Tak mówią. Możesz coś tworzyć z niczego, budować np. swojego bloga, pracować nad czymś, starać się być konsekwentnym, ale kiedy przyjdzie czas, że trochę ci się to wszystko rozpadnie – nikt nie wystawi ci usprawiedliwienia. Nie dostaniesz wakacji od bycia sobą, od swoich celów i marzeń. Świat nie zatrzyma się razem z tobą. Świat i internet są bezlitosne, zapomną o tobie, gdy tylko dasz im malutką szansę.

A właściwie to dlaczego miałoby nam zależeć na tym, aby ktoś o nas wiedział, pamiętał o nas nawet jak znikniemy. Skąd się bierze w nas ta potrzeba bycia poza nami? Nie ma mnie w internecie, nie tworzę, nie ma mnie.

Ale przecież ja przez te dwa miesiące byłam. I nie odpoczywałam. Były podobno wakacje, jakiś urlop, ale w tym roku nic mi o tym nie wiadomo. Sierpień zaczął się od Festiwalu Szekspirowskiego. Teatr, teatr, teatr. Późne powroty do domu z Gdańska. Napisałam “krótkie” podsumowanie. Nie miałam czasu, żeby pisać, bo pisałam. W międzyczasie pracowałam, organizowałam też konferencję WordCamp Gdynia. Nigdy wcześniej nie podjęłam takiego wysiłku, nie doświadczyłam takiego stresu i zmęczenia. Cieszę się, że ten etap w moim życiu jest już za mną, a jednocześnie jest mi smutno, że to już przeszłość. Że nie miałam w czasie samej konferencji chwili, aby poczuć to magiczne “tu i teraz”, aby rozejrzeć się, porozmawiać z ludźmi i po prostu uczestniczyć w evencie, który od roku przygotowywałam. Byłam w środku tego huraganu, ale jednocześnie poza nim. Też napisałam podsumowanie. Nie miałam czasu, żeby pisać, bo pisałam.

Nie pisałam, ale chyba nie zapomniałam jeszcze, jak się pisze. Z pisaniem jest jak z jazdą na rowerze, czasem można się przewrócić.

Co jeszcze? Czas mnie gonił niemiłosiernie w sierpniu, ale żeby było jeszcze ciekawiej, zagrałam sobie w małym spektaklu. Właściwie i “zagrałam” i “spektakl” należałoby umieścić w cudzysłowie. Taki projekt, Modlitwa. Teatr Powszechny. Reżyser: Michał Stankiewicz. Kurator: Katarzyna Niziołek. Festiwal Teatru Dokumentalnego Sopot Non-Fiction. Grupa amatorów, teksty z książki Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości Swietłany Aleksijewicz plus nasze komentarze, dlaczego, po co, itd… Tutaj można obejrzeć zdjęcia ze spektaklu. Było to w każdym razie ciekawe doświadczenie. Znaleźć się po drugiej stronie, przed widownią. Ogromna trema, emocje. Ludzie mówili, że wyszło dobrze. Ale kto wie, czy mówili prawdę? Nieważne zresztą, bo cały festiwal był super.

Tekst, który mówiłam podczas Modlitwy wrzucam tutaj: Modlitwa Zinaidy. To w zasadzie tylko połowa. Reszta była niespisana, ale nie improwizowana. Wszystko było wyuczone, nauczone na pamięć. Jeszcze większego nabrałam szacunku dla aktorów. A skoro już jesteśmy w temacie aktorów – w końcu doczekałam się premiery serialu Artyści duetu Strzępka/Demirski. Serial jest rewelacyjny. Jedna z niewielu dobrych rzeczy, chyba jedyna dobra w telewizji. Nie wiem, nie oglądam, szkoda mi na to czasu. Jedziemy dalej.

Jak pisać teksty na bloga, które pokocha Twój czytelnik
Dołącz do newslettera! Otrzymasz PDFa na temat pisania. Raz na miesiąc wyślę Ci powiadomienie o nowych wpisach.
I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )