Jest jedno zdanie, którego prawie nikt nie lubi wypowiadać na głos: „nie stać mnie”. Dlaczego tak trudno je wymówić – i że nie musi oznaczać porażki – mówię więcej w filmie na moim kanale. W tym wpisie rozwijam temat od strony psychologii i socjologii.
Kapitalizm, sukces i poczucie winy
Skąd bierze się przekonanie, że stan posiadania świadczy o naszej wartości? Socjolog Max Weber pisał o tym już ponad sto lat temu w książce Etyka protestancka i duch kapitalizmu. Opisywał przekonanie, że ciężka praca i sukces finansowy są oznaką moralnej (a nawet religijnej) słuszności. W purytańskiej etyce bogacenie się nie było celem samym w sobie, ale dowodem na to, że jest się „wybranym”. Że żyje się właściwie i w zgodzie z boskim planem. Praca i oszczędność stawały się niemal cnotami religijnymi.
Dziś oczywiście nikt już nie łączy bogactwa z łaską bożą wprost. Ale mechanizm, który Weber opisał, nie zniknął – po prostu się zsekularyzował. Zamiast religijnego usprawiedliwienia mamy dziś narrację o „zasłużonym sukcesie”. Stan konta, klasa samochodu czy miejsce spędzania wakacji stają się czytelnym językiem, którym komunikujemy sobie nawzajem, że „dobrze sobie radzimy”. Socjologowie nazywają to czasem konsumpcją pozycjonującą (ang. positional consumption). Kupujemy nie tylko przedmioty, ale też miejsce w społecznej hierarchii, które te przedmioty symbolizują.
Problem w tym, że ta logika działa też w drugą stronę. Skoro posiadanie ma świadczyć o naszej wartości, to nieposiadanie zaczyna być odczytywany jako jej brak. „Nie stać mnie” przestaje być neutralnym stwierdzeniem o stanie portfela. Staje się informacją o tym, kim jesteśmy jako osoba: mniej zaradną, mniej skuteczną, mniej „ogarniętą”. Może nawet mniej szczęśliwą?
To poczucie winy jest dodatkowo wzmacniane przez współczesny język reklamy i mediów społecznościowych. „Jesteś tego warta”, „zasługujesz”, „zainwestuj w siebie”. Te hasła subtelnie przesuwają zakup z kategorii wyboru do kategorii powinności. Skoro zasługujesz, to nieskorzystanie z tej możliwości zaczyna wyglądać na porażkę, nie na decyzję. Gdy każda granica finansowa jest przedstawiana jako problem do pokonania, łatwo zacząć myśleć inaczej. Każde pragnienie zaczyna wyglądać jak coś, co powinno zakończyć się zakupem. A każde „nie stać mnie” jako coś, czego trzeba się wstydzić.
Prawdziwe znaczenie „stać mnie”
Warto rozdzielić dwa pojęcia, które w codziennym myśleniu często się zlewają. Rozdzielić możliwość zapłacenia za coś i to, czy realnie nas na coś stać. Można mieć środki na koncie, kartę kredytową czy dostęp do rat. I jednocześnie nie mieć w budżecie miejsca na dany wydatek bez kosztu gdzie indziej.
Tu z pomocą przychodzi ekonomia behawioralna i pojęcie mental accounting (księgowania mentalnego), spopularyzowane przez laureata Nagrody Nobla Richarda Thalera. W skrócie: nie traktujemy wszystkich swoich pieniędzy jako jednej wspólnej puli. W głowie dzielimy je na mentalne „szufladki”. I nie zawsze jesteśmy skłonni potraktować pieniądze z jednej kategorii jako zamiennik pieniędzy z innej.
Zjawisko to potwierdza badanie ekonomistów Michaela Gelmana i Nikolaia Roussanova. Przeanalizowali oni zachowania osób otrzymujących nową kartę kredytową, o którą same nie prosiły. Okazało się, że wraz z pojawieniem się nowej karty ludzie zaczynali wydawać więcej. Bez ograniczania wydatków realizowanych innymi metodami płatności. Nowa karta nie zastępowała starego budżetu. Tworzyła nowy.
Dlaczego raty są tak zdradliwe psychologicznie
Mechanizm mentalnego księgowania tłumaczy, dlaczego zakupy na raty tak łatwo wymykają się spod kontroli. Zamiast myśleć „nie stać mnie na rzecz za 1500 zł”, zaczynamy myśleć „stać mnie na 10 rat po 150 zł”. Budżet realnie się nie powiększył – zmieniła się jedynie mentalna kategoria, do której przypisaliśmy wydatek. To subtelna, ale silna manipulacja postrzeganiem własnych możliwości finansowych, z której korzysta zresztą cała branża sprzedaży ratalnej.
„Nie stać mnie” jako forma wolności
W kulturze konsumpcji wolność zwykle utożsamiana jest z możliwością kupowania: stać mnie, więc mogę. Tymczasem można spojrzeć na to odwrotnie. Wolność finansowa niekoniecznie oznacza, że stać nas na coraz więcej. Może oznaczać zdolność do spokojnego powiedzenia „nie” bez traktowania tego jako osobistej porażki.
„Nie stać mnie” nie musi też oznaczać „nigdy nie będzie mnie stać”. To informacja o aktualnym stanie rzeczy, a nie wyrok – można poczekać, odłożyć pieniądze, zmienić zdanie albo znaleźć inne rozwiązanie.
5 pytań, które warto sobie zadać przed zakupem
- Czy stać mnie na całość, czy tylko na ratę?
- Czy kupiłabym/kupiłbym to bez kredytu i rat?
- Z czego rezygnuję, kupując tę rzecz?
- Czy chcę tę rzecz, czy chcę poczuć, że mnie na nią stać?
- Czy mogę powiedzieć „nie stać mnie” – i uznać to za dobrą decyzję?