Dlaczego nie kupuję już książek?

Dlaczego nie kupuję już książek?

Na wstępnie zaznaczę tylko, że kocham książki. Kocham czytać. Ale na mojej minimalistycznej drodze przekonałam się, że posiadać książki to nie to samo, co czytać książki. To nie to samo, co być super mądrą, mieć ciekawą osobowość i być zawsze pożądaną w towarzystwie, kiedy rozmowa się nie klei. Dlatego, między innymi, podjęłam postanowienie, że w 2020 roku nie kupuję papierowych książek. I ubrań. Nie papierowych – żadnych. Ale o tym, być może, poźniej. A zatem. Dlaczego nie kupuję już książek?

Dlaczego nie kupuję już książek?

  1. Książki zajmują strasznie dużo miejsca i czasu. Nawet gdy są nieużywane! Niby oczywiste, ale mi zajęło trochę, aby to zrozumieć. Kiedy kupuję książkę (czy jakąkolwiek inną rzecz) – biorę na siebie obowiązek zapewnienia jej domu, jakiegoś własnego miejsca. Biorę obowiązek zajmowania się tą rzeczą. Myślenia o niej. Przekładania z miejsca na miejsce, odkurzania, zastanawiania się, co z nią zrobić. Im mniej mam rzeczy – tym mam więcej wolnej przestrzeni w domu. I więcej czasu! No i łatwiej mi się sprząta.
  2. Nie trzeba mieć w domu wielkiej biblioteki, aby czytać. Kolejna oczywistość, że jest tyle alternatyw. Ja przekonałam się niedawno do ebookówaudiobooków. A są jeszcze podcasty, blogi, newslettery. Ich jedyna wada, to że nie mogę zrobić im zdjęcia na Instagram. Ale można też czytać papierowe książki nie posiadając ich na własność. Są biblioteki i sympatyczny zwyczaj pożyczania sobie książek. Poproście kogoś o pożyczenie ciekawej książki – to gwarantowany sposób, aby trafić na coś nowego i nieoczywistego. Ja czasami dostaję też książki z wydawnictw, co bardzo lubię. To jeden z wielu plusów prowadzenia bloga ;) Inny sposób to przekonanie pracodawcy, żeby założyć firmową biblioteczkę. Dla firmy to niewielki koszt, a dla pracowników – same korzyści!
  3. Wydaje mi się, że kiedyś kolekcjonowałam książki z niezbyt właściwych pobudek. Po prostu chciałam posiadać przedmiot. Nie wiem, czego miałby być symbolem – ale wiele z tych książek finalnie zostało jedynie symbolem mojego braku czasu/chęci na czytanie książek.
  4. Im mniej mam książek, tym więcej czasu mogę poświęcić tym, które mam. Mogę je naprawdę docenić i rzeczywiście korzystać z nich. Przy porządkowaniu książek często znajduję takie, o których zupełnie zapomniałam, a teraz z przyjemnością do nich wrócę.

Jak pozbyć się nadmiaru książek i magazynów

  • Najważniejszy krok to wszystkie książki i magazyny zebrać w jednym miejscu. Wtedy okazuje się, ile ich rzeczywiście mamy.
  • Ja, kiedy już wydobyłam z zakamarków wszystkie książki, podzieliłam je na kilka kategorii:
    • książki do zwrotu (pożyczone od ludzi),
    • te, z których korzystam na bieżąco,
    • które zamierzam jeszcze przeczytać (ale tak serio serio),
    • które dostałam w prezencie od bliskich mi osób lub są w jakiś sposób dla mnie cenne,
    • i wreszcie: książki, których na pewno nie przeczytam, które mnie już nie interesują.
  • Każdą książkę biorę do ręki, oglądam, a jeśli ma trafić do ostatniej grupy, zauważam, że to tylko przedmiot i odkładam.

Czego mnie nauczył brak książek?

A raczej brak impulsywnego ich kupowania… Bo nadal mam ochotę kupować książki, przeglądam księgarnie online, śledzę nowości na Instagramie. Ale podchodzę teraz do tego z większą rezerwą. Zanim zdecyduję się na zakup, zastanawiam się kilka dni, czy naprawdę potrzebuję tej książki, czy znajdę czas, żeby ją przeczytać. Czy nie znajdę podobnych treści w innej formie, w innym miejscu. Kiedy dam sobie dwa-trzy dni na zastanowienie się nad zakupem, najczęściej dochodzę do wniosku, że kupować wcale nie muszę. Inie tylko z książkami tak jest.

Nie mówię, że wszyscy powinni teraz przestać kupować książki. Nie życzę tego zresztą wydawnictwom i księgarniom, które nie mają teraz lekko. I zazwyczaj jestem zwolenniczką wspierania lokalnych i niszowych biznesów. Cieszy mnie, że coraz więcej z nich oferuje także książki w wersji elektronicznej, że do łask wracają biblioteki i popularny staje się bookcrossing.

“Nie kupowanie” to dla mnie osobiste wyzwanie. Chcę sprawdzić, czy da się nie kupować książek i przeżyć. Pół roku mam już za sobą i póki co, widzę same plusy. Trzymajcie za mnie kciuki, i dajcie znać w komentarzu, co sądzicie o takim minimalistycznym podejściu do książek.

Powiązane wpisy

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chciałbyś/chciałabyś przeczytać więcej podobnych treści – możesz wesprzeć mnie na Patronite.

2 Replies to “Dlaczego nie kupuję już książek?

  1. W moim przypadku sprawdziły się
    – odkładanie książek nieprzeczytanych (nowych) na jedną kupkę obok siebie co jednoznacznie mówi mi jaki mam aktualny stan obecny zapasów “do przeczytania”. Jak jest zbyt dużo to niestety trzeba się ograniczać
    – w moim ulubionym sklepie internetowym mam kilkadziesiąt (jakieś 20-30) książek w “schowku” i jak coś zamawiam bieżącego co “muszę” mieć to w zależności ile tego jest to coś czasami z tego schowka dobiorę (albo i nie)
    – jakiś czas temu zacząłem się pozbywać najstarszych pozycji tak żeby zachować stan księgozbioru w ilości mniej więcej 500-550 sztuk. Tu mogę polecić skupszop, nie dość że odbiorą książki za darmo to jeszcze parę groszy wpadnie, które można zainwestować w nowe pozycje

    Natomiast niekupowanie książek jest nie dla mnie, nie wytrzymałbym miesiąca bez żadnej nowej książki ;)

    1. Wiem, że to nie dla każdego :) sama kiedyś myślałam, że to nie dla mnie. A nawet miałam taką strategię, że przynajmniej jedną książkę w miesiącu kupowałam, tylko po to, żeby wspierać ulubione wydawnictwa i księgarnie. Tylko ze moja kupka “nieprzeczytanych” cały czas rosła… teraz szukam jakiegoś złotego środka ;) dzięki za polecenie skupszop, na pewno skorzystam! Pozdro!

Dodaj komentarz