Dlaczego ciągle chcemy więcej? Masz mieszkanie. Masz ubrania. Masz rzeczy, o których jeszcze niedawno marzyłaś. A potem wchodzisz do internetu i w ciągu pięciu minut widzisz czyjś piękny dom, egzotyczną podróż, sukcesy, styl życia – i myślisz: „Też bym tak chciała”.
I nagle okazuje się, że twoje życie jest jakieś takie… niewystarczające.
Czasami zastanawiamy się więc, jak poskromić własne „chcenie”. Ale od pewnego czasu bardziej interesuje mnie inne pytanie: Skąd właściwie wiemy, że mamy za mało?
Nie mamy własnej miarki
Psycholog społeczny Leon Festinger już w latach 50. XX wieku opisał teorię porównań społecznych. W dużym skrócie: kiedy chcemy ocenić samych siebie – swoje osiągnięcia, wygląd, pozycję czy sposób życia – często robimy to poprzez porównanie z innymi.
I przez większość historii ludzkości tych „innych” było stosunkowo niewielu.
Rodzina. Sąsiedzi. Ludzie z pracy. Mieszkańcy tej samej miejscowości.
Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Każdy człowiek z telefonem i dostępem do internetu może stać się naszym punktem odniesienia.
I chociaż życie tych osób może wyglądać zupełnie inaczej niż nasze – jeśli pojawia się na naszym ekranie jako coś, co możemy zobaczyć, ocenić – to zaczynamy wierzyć, że sami też możemy to osiągnąć.
Dlatego jednym z pytań, które sama sobie zadaję, kiedy pojawia się myśl „powinnam mieć więcej”, jest:
Więcej niż co? Więcej niż miałam pięć lat temu? Więcej niż naprawdę potrzebuję? Czy może więcej niż osoba, którą właśnie zobaczyłam w internecie?
Ja kontra oni
Jest jeszcze jeden problem.
Kiedyś porównywaliśmy się z ludźmi, których znaliśmy naprawdę. Widzieliśmy ich dobre i złe dni. Wiedzieliśmy, że są zmęczeni, że mają bałagan w domu, że czasami coś im nie wychodzi.
Dzisiaj możemy porównywać swoje pełne, prawdziwe życie z kilkoma sekundami czyjegoś najlepszego momentu.
To nie jest dokładnie porównanie: „ja kontra ty”.
To raczej: „cała ja kontra twoja najlepsza chwila”.
Dlatego drugim pytaniem, które warto sobie zadać, jest:
Czy to, co właśnie widzę, jest reprezentatywne – czy wyselekcjonowane?
Porównania z innymi nie zawsze są czymś złym. Mogą inspirować i pomagać nam określić własne cele. Problem pojawia się wtedy, kiedy stają się codziennym pomiarem własnej wartości. Zwłaszcza że porównanie w górę może bardzo łatwo stworzyć poczucie braku. A kiedy nie możemy kupić czyjegoś stylu życia, możemy przynajmniej kupić coś, co się z nim kojarzy. Nową rzecz. Gadżet. Ubranie. Doświadczenie.
I w ten sposób porównanie społeczne może bardzo łatwo zamienić się w konsumpcję.
Kiedy mamy już wszystko
Załóżmy, że ograniczamy porównywanie się. Zdobywamy coś, o czym długo marzyliśmy. Kupujemy mieszkanie. Dostajemy podwyżkę. Jedziemy na wymarzone wakacje. Przez chwilę jest świetnie. A potem… po prostu to mamy.
To właśnie między innymi opisuje kołowrót hedonistyczny – zjawisko polegające na tym, że stosunkowo szybko przyzwyczajamy się do pozytywnych zmian w naszym życiu. To, co początkowo było wyjątkowe, staje się nową normą.
Dlatego problem może wcale nie polegać wyłącznie na tym, ile mamy. Może polegać na tym, że nasza miarka cały czas się przesuwa.
Od „poznaj siebie” do „stwórz siebie”
Żyjemy w kulturze, która bardzo dużo mówi o ulepszaniu siebie i swojego życia.
„Zainwestuj w siebie”.
„Stań się najlepszą wersją siebie”.
„Pracuj nad sobą”.
Brzmi niewinnie. A jednak łatwo zauważyć, że wszystkie te komunikaty zakładają, że obecna wersja nas samych jest projektem do poprawienia.
Jedna z najstarszych filozoficznych wskazówek brzmi:
„Poznaj samego siebie”.
Współczesna kultura coraz częściej mówi raczej:
„Stwórz samego siebie”.
I to najlepiej z pomocą odpowiednich produktów, doświadczeń, celów i kolejnych etapów samodoskonalenia.
Wtedy „praca nad sobą” może bardzo łatwo zamienić się w nieustanny audyt własnego życia.
Możemy tak bardzo zajmować się projektowaniem siebie, dokładaniem kolejnych oznak sukcesu, że przestajemy siebie poznawać.