Bój się i rób! Mądre podejmowanie decyzji

podejmowanie decyzji

Teorie na temat tego jak przebiega podejmowanie decyzji, zmieniają się w czasie. Kiedyś byliśmy przekonani, że podejmując decyzje kierujemy się wyłącznie logiką i rozsądkiem. Potem, na fali różnych badań, do głosu doszły emocje i intuicja. Pisałam o tym m.in. w recenzji książki o tym, jak kobiety podejmują decyzje. Zaczęliśmy brać pod uwagę także warunki zewnętrzne czy biologiczne. Były np. badania, które wskazywały, że sędziowie przed lunchem podejmują surowsze decyzje, niż kiedy są już zadowoleni i najedzeni. Później inne badania wykazały, że wyniki tych poprzednich były przeszacowane.

Oczywiście to wszystko nie znaczy, że przy podejmowaniu decyzji mamy kierować się wyłącznie wynikami najnowszych badań: albo tylko zdrowym rozsądkiem, albo emocjami, przeczuciem i tym, co dyktuje nam „serce”. W zależności od obowiązującego aktualnie trendu. Natomiast uważam, że świadomość wszystkich tych czynników oraz naszych własnych ograniczeń umożliwia nam podejmowanie decyzji w mądrzejszy i bardziej efektywny sposób. I wypracowanie swojej własnej, skutecznej metody.

Przeciw “za i przeciw”

Kiedyś, kiedy miałam do podjęcia ważną decyzję, robiłam listę argumentów za i przeciw. Pewnie sami też stosowaliście tę prostą metodę. Jednak jej zasadniczym minusem jest to, że stosując ją, będziemy się starali znaleźć argumenty potwierdzające decyzję, którą podświadomie już podjęliśmy.

Nazywa się to efektem potwierdzenia (confirmation bias). Bo jako ludzie lubimy utwierdzać się w przekonaniu, że od początku mamy rację. Taka mała wada gatunku.

Lepszy sposób poznałam na warsztatach podczas konferencji Perspektywy Women in Tech Summit. I już od dłuższego czasu noszę się z tym, aby się nim z Wami podzielić.

W tej metodzie nie tworzysz listy za i przeciw. Zaczynasz od ustalenia celu (lub kilku celów), który chcesz osiągnąć. Załóżmy, że zastanawiasz się, czy zmienić pracę. Napisz w tabeli, w pierwszej kolumnie, na czym ci zależy, np.: na zwiększeniu zarobków, rozwoju i awansie. A może po prostu chcesz mieć pracę bliżej miejsca zamieszkania, żeby nie marnować czasu na dojazdy. Z kolei w górnym wierszu wypisz dwa rozwiązania (warianty), między którymi się wahasz.

Wariant A – zmieniam pracęWariant B – zostaję w obecnej pracy
Lepsze wynagrodzenie
Możliwości rozwoju
Krótsze dojazdy

Teraz oceń, który z wariantów przybliży cię do osiągnięcia celu. Na ile prawdopodobne jest osiągnięcie celu przy podjęciu jednej z dwu decyzji:

Wariant A – zmieniam pracęWariant B – zostaję w obecnej pracy
Lepsze wynagrodzeniewysokie prawdopodobieństwoniskie prawdopodobieństwo
Możliwości rozwojuśrednie prawdopodobieństwowysokie prawdopodobieństwo
Krótsze dojazdyniskie prawdopodobieństwowysokie prawdopodobieństwo

I to już wszystko! Teraz łatwiej podejmiesz decyzję, bo wiesz, który wariant przybliży cię do celu. Jeżeli o mnie chodzi, ta metoda sprawdza się znakomicie.

Dziennik decyzji

Podejmowanie lepszych decyzji, jak każdą umiejętność, można w sobie doskonalić. Jednym ze sposobów jest prowadzenie dziennika decyzji – w nim zapisujesz podejmowane decyzje, emocje im towarzyszące, obawy oraz oczywiście – rezultaty.

Przy każdej decyzji dobrze jest zapisać sobie możliwe scenariusze – te pozytywne oraz negatywne konsekwencje konkretnej decyzji. Pozwoli to lepiej oszacować ryzyko oraz ograniczyć (być może) obawy przed podjęciem decyzji.

Co za dużo, to niezdrowo – zmęczenie decyzyjne

Zmęczenie decyzyjne (decision fatigue) to teoria mówiąca o tym, że im więcej musimy podejmować decyzji, tym są one gorsze. Wniosek z tego taki, że należałoby je ograniczyć. Jednak nie jest to takie łatwe, z uwagi na liczbę decyzji przed którymi stoimy od rana do wieczora. Co zjeść na śniadanie, w co się ubrać, którą drogą pojechać do pracy, czym zająć się w pierwszej kolejności itp. Sam telefon wymusza na nas dziesiątki malutkich decyzji: podnieść, czy nie podnieść, zobaczyć co tam na Insta, czy nie. Odczytać powiadomienie? I tak dalej. Nic dziwnego, że na naprawdę ważne decyzje już nie starcza nam energii.

Znamy przypadki osób, które ograniczanie liczby małych codziennych decyzji wiążą z sukcesem zawodowym i produktywnością. Mark Zuckerberg codziennie ubiera się tak samo, żeby nie musieć decydować, co wyjąć z szafy.

Jak ograniczyć decyzje?

Zamiast zastanawiać się, czy coś zrobić czy nie -czasem trzeba po prostu spróbować (przeczytaj mój wpis o tym, że wszystko jest eksperymentem, jeśli chcesz wiedzieć, jak to zrobić). Najwyżej się nie uda. Zminimalizować liczbę przedmiotów i bodźców. W szczególności w sferze cyfrowej – powiadomienia, newslettery, smsy itp. Nie dość że odrywają nas od pracy, tracimy przez nie koncentrację, to jeszcze każą nam wybierać, zastanawiać się, podejmować decyzję: kupić, czy nie kupić?

Każda rzecz, którą mamy w domu, na biurku, w torebce czy plecaku, zajmuje skrawek naszej uwagi – chociaż może się wydawać, że wcale tak nie jest. Przecież przedmioty nieożywione nie mogą aż tak na nas wpływać. A jednak gdzieś tam w tle nasz umysł poświęca im wszystkim uwagę.

Jeśli nauczymy się z nich rezygnować, wyeliminujemy z naszego otoczenia i z głowy to, co zbędne i rozpraszające, będzie nam łatwiej skupić uwagę na tym, co rzeczywiście istotne. Podejmowanie decyzji stanie się o wiele przyjemniejsze i prostsze.

Powiązane wpisy