Notatki i szkice

Zabrałam się na randkę!

2016-07-24

Tagi: , , , , ,

Sobota wieczór. Najlepszy czas na miłe spotkanie w towarzystwie interesującej osoby. Ideał to kolacja, kino, spacer i inteligentna rozmowa. Klasyk. Cóż z tego jednak, że znam przepis, skoro składników brak. Zwłaszcza jeśli chodzi o składnik ostatni. Nie pozostaje nic innego, jak zabrać samą siebie na randkę.

Przygotowanie do randki

Najpierw oczywiście trzeba się przygotować – sukienka, makijaż, włosy – wiadomo. W prosty sposób można pokazać, że nam zależy. Tylko butów na wysokim obcasie nie zakładałam – przecież to nie jest nasze pierwsze spotkanie. Aż tak nie trzeba się starać. A poza tym w planie jest spacer.

Pierwszy punkt programu to kolacja w restauracji. W Gdyni co chwilę powstają nowe miejsca. Sceptycy (jeszcze więksi, niż ja) narzekają, że hipsterstwo, że tłumy, drogo itp. No ale mi to nie przeszkadza, potrzebuję tylko kawałek stołu i jedno krzesło. Nie zabieram za dużo miejsca i nie zajmuję stolika na długo.

Na kolację wybrałam lokal przy ul. Świętojańskiej – Pasta Miasta. Zamówiłam moją ulubioną pastę – aglio olio. W randkach z samym sobą piękne jest to, że człowiek może bez obaw zamawiać dania, które składają się niemal w 1/3 z czosnku. Makaron dobry. Dużo peperoncino. Ja kiedy sama robię aglio olio daję więcej czosnku, a mniej papryczek, ale przecież każdy ma swój sposób. Poza tym zawsze warto spróbować czegoś nowego, nawet jeśli różnica jest subtelna. W Paście Miasta dodatkowo urzekła mnie miła obsługa i możliwość podglądania kucharzy przy pracy. No i miseczka parmezanu na każdym stoliku.

Zabrałam się na randkę :) #pastamiasta #foodporn

A post shared by Katarzyna Gajewska (@_gajanna) on

Po pysznej kolacji 3 minuty spacerku i już jestem w Gdyńskim Centrum Filmowym. Nie wiem ile już razy wychwalałam to miejsce. Wybrałam film. Obyło się bez kłótni i bezowocnych dyskusji, które zazwyczaj trwają dłużej niż sam seans. Poszłam na Neon Demon. Znajoma specjalistka od filmów ostrzegała przed nim na Facebooku, ale tego wieczoru miałam ochotę na zły film. Czasem tak mam. I akceptuję to.

Ten film mogę zaliczyć do tzw. guilty pleasures – przyjemny wizualnie, ale niestety pretensjonalny – momentami wręcz śmieszny. To już drugi film (po High Rise, pisałam o nim TUTAJ) który chce naśladować klimat filmów Lyncha czy Kubricka, zwłaszcza Eyes Wide Shut, ale oczywiście daleko mu do pierwowzoru. Film jest z pewnością miły dla oka i ucha, muzyka jest dobrze dopasowana do obrazu. Podobały mi się także tatuaże jednej z bohaterek. Natomiast wkurzyła mnie, i to bardzo, jedna ze scen.

Otóż główna bohaterka mieszka w hostelu. Pewnej nocy do jej pokoju chce wejść mężczyzna, ale nie udaje mu się, więc wchodzi do pokoju obok, z którego po chwili słychać straszne krzyki. Bohaterka dzwoni do przyjaciółki mówiąc: on chyba ją zabije. W kolejnej scenie jest już u niej w domu. Po kąpieli przyjaciółka szczotkuje naszej bohaterce włosy, mówiąc, że jej mama zawsze robiła to samo, gdy miała gorszy dzień. Gorszy dzień!? Za ścianą mordowana jest dziewczyna, a wy zamiast dzwonić na policję czeszecie włosy? Ok, wiem, że to film, że tamten wątek może nie był istotny, ale bądźmy poważni – to nie jest ani prawdopodobne (ok, może film nie musi być, ale tutaj wydaje się to być po prostu niedopatrzeniem) ani godne rozpowszechniania zachowanie.

Dobrze, inteligentną dyskusję mamy więc załatwioną. Pozostaje spacer. Z Centrum Filmowego wystarczy przejść przez Plac Grunwaldzki, minąć Teatr Muzyczny, Muzeum Miasta Gdyni i już jesteś w najlepszym miejscu na spacer w Gdyni. Czyli na Bulwarze. Może wakacje to nie jest najlepszy czas dla Bulwaru, ale wieczorami da się znieść ten tłum. I hałas wydaje się być mniejszy.

#gdynia

A post shared by Katarzyna Gajewska (@_gajanna) on

Tylko jeden?

Podsumowując – to był bardzo miły wieczór. Ktoś mógłby pomyśleć, że spędzanie sobotniego wieczoru w samotności musi być smutne. Światem rządzi liczba 2. Nawet kiedy ostatnio kupowałam bilet na koncert, sklep internetowy miał domyślnie ustawioną liczbę biletów na 2. Podobnie mają hotele, restauracje. Ja jestem nagminnie przesadzana do mniejszych stolików. Przestałam się już tym przejmować.

Znalezienie, np. na grouponie, oferty wakacyjnej dla pojedynczej osoby graniczy z cudem. Wszędzie, jeśli pojawiasz się w pojedynkę, w spojrzeniach widzisz to oczekiwanie na towarzysza. I współczucie, kiedy on/ona się nie pojawia. Dlatego właśnie lubię Gdyńskie Centrum Filmowe – tam sprzedawca biletów nie pyta mnie: Tylko jeden!?

 

Jak pisać teksty na bloga, które pokocha Twój czytelnik
Dołącz do newslettera! Otrzymasz bezpłatnego PDFa na temat tworzenia treści na bloga. Raz w tygodniu wyślę Ci także powiadomienie o nowym wpisie.
1 likes
  • Jak bliski mi post! Sama ostatnio pisałam o „samotnych” randkach :).
    Scena z czesaniem włosów zabawna w swym tragizmie ;).

    • Przeczytam z chęcią – wrzucisz linka?

      • Jasne :). Nie chciałam spamować :).
        http://zapiski.graymoka.pl/zaplanowalam-ci-randke/

        Takie samotne randki to ważny temat. Wydaje mi się, że często boimy się w pojedynkę iść do kina lub do restauracji. A taki posiłek pozwala się skupić i zwolnić :). Uwielbiam spacery z psem, gdy nie muszę do nikogo mówić i idę własnym tempem w swoją stronę.

        • Ostatnio kolega skarżył się, że nie ma z kim iść do kina. Powiedziałam mu, że ja uwielbiam w pojedynkę oglądać filmy i zawsze chodzę sama. Zapytał, czy mi nie przeszkadza, że nie mam z kim podzielić się refleksjami. Odpowiedziałam: przecież mam bloga! :)

  • Przyznam, że nigdy się nie zabrałam na randkę :D przesiadywanie w kawiarni albo restauracji w pojedynkę… peszy mnie na samą myśl :D nie mówiąc o tym, że na spacery to chodzę tylko z domu na uczelnię, do sklepu i z powrotem do domu. A co do tej magicznej liczby 2. To prawda… Nawet ceny za pokój jednoosobowy w hotelach są ogromne, co niejednokrotnie zniszczyło moją wizję wyjazdu na wakacje w pojedynkę :D No trudno… Jakoś żyć trzeba :D pozdrawiam!