Kultura i sztuka / Teatr

Tu i teraz. O Kubie Kowalskim

2014-02-09

Tagi: ,

Kuba Kowalski, rocznik 81, absolwent krakowskiej PWST. Debiutował w 2007 roku sztuką „Niepokoje wychowanka Törlessa” w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pracował m.in. jako asystent Krystiana Lupy.

W Trójmieście bliżej znamy go z dwóch bardzo dobrych spektakli w Teatrze Wybrzeże. „Ciała obce” premierę miały 17 lutego 2012; w marcu zeszłego roku obejrzeliśmy luźną adaptację sztuki Calderona de la Barca – „Życie jest snem”. Oba teksty opracowała Julia Holewińska (za „Ciała obce” otrzymała Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną). Po efektach, które obserwujemy na scenie, można stwierdzić, że razem z Kubą Kowalskim tworzą bardzo zgrany duet.

Spektakle tandemu są bardzo różne – „Ciała obce” to historia transseksualnego działacza „Solidarności”. „Życie jest snem” to jedno z najwybitniejszych dzieł barokowej literatury. Oba jednak mają wspólny mianownik – pytanie o istotę człowieczeństwa i jego granice. Kuba Kowalski pochyla się nad pojęciem „człowieka idealnego”, który musi zmierzyć się z krytycznym, nieprzyjaznym otoczeniem. Fakt ten nabiera podwójnego znaczenia w kontekście coming outu, którego reżyser dokonał w 2009 roku na łamach czasopisma Replika. Wystąpił także ze swoim ojcem, aktorem Władysławem Kowalskim, w kampanii – Rodzice, odważcie się mówić.

„Człowiek idealny” to wg Kowalskiego pojęcie ironiczne. Bohater sztuki „Życie jest snem” cierpi właśnie dlatego, że inni żądają od niego perfekcyjności, próbują go wtłoczyć w tę kategorię. Jednak podczas gdy u Calderona odbywa się to na poziomie metafor, w „Ciałach obcych” mamy bardziej dosłowne i odważne potraktowanie tego tematu. Istotą tej sztuki jest potrzeba akceptacji versus poszukiwanie własnej tożsamości, swojego ja. Poszukiwanie wolności, która wg Kowalskiego oznacza możliwość realizowania samego siebie w granicach, które nie naruszają wolności drugiej osoby. Wydźwięk sztuki jest zdecydowanie pesymistyczny: finał poszukiwania swojej tożsamości zawsze kogoś zrani, zawsze komuś się nie spodoba. W „Życie jest snem” bohater gubi swoje własne „ja” miotając się między jawą i snem, między relatywizmem a pogonią za definiowaniem rzeczywistości. W „Ciałach Obcych” jego dramat miesza się i wchodzi w konflikt z dramatem narodowym.

Oba spektakle Kowalskiego wywołały oczywiście kontrowersje. Zarzucano mu nierówność, epatowanie seksualnością czy pogrzebanie Calderona w chaosie współczesnych nawiązań. Swoją drogą zastanawiam się, jak widownia odebrałaby spektakl mówiony oryginalną składnią barokową.

Kowalski jest z pewnością reżyserem odważnym. Oba spektakle, a zwłaszcza „Życie jest snem”, nie są łatwe w odbiorze, niemal nie mieszczą się swym rozmachem w przestrzeni Sceny Kameralnej. Ja sama muszę przyznać, że z trudem zniosłam scenę, w której główny bohater jest topiony w wiadrze z krwią. Spektakle te jednak pozostaną w pamięci trójmiejskiej widowni na długo, zarówno przez natężenie emocjonalne, jak i obecność ważnych, podstawowych pytań. W końcu Kowalski przygląda się z bliska naszej własnej hipokryzji oraz relatywizmowi moralnemu.

Reżyser chętnie sięga po naturalizm, eksploatuje cielesność, co niektórym przeszkadza. Tyle samo seksu jest jednak w reklamach i serialach HBO, więc nie wiem skąd ten pruderyjny lament. Z pewnością znajdziemy w obu sztukach Kowalskiego to, co w teatrze najważniejsze – bohaterów przeżywających wewnętrzny konflikt, poszukujących i zadających nam samym ważne pytania. A to, że miesza historię ze współczesnością, że „narusza” nasze narodowe mity? Żyjemy tu i teraz, to „tu i teraz” powinno być materią teatru. Kowalski i Holewińska doskonale to rozumieją. Dzięki nim ta historia i mity nadal żyją. Chociaż jest to już inne życie.

Jak pisać teksty na bloga, które pokocha Twój czytelnik
Dołącz do newslettera! Otrzymasz bezpłatnego PDFa na temat tworzenia treści na bloga. Raz w tygodniu wyślę Ci także powiadomienie o nowym wpisie.
0 likes