Notatki i szkice

Gdynia – Warszawa – Gdynia

2016-04-13

Tagi: , , , ,

w pociąguStrumień świadomości z pendolino.

No i mamy kwiecień. Jadę do Warszawy. W McDonaldzie na dworcu o 5 rano jakiś pijany, chory ewidentnie na głowę człowiek z podrapanym ryjem strasznie się awanturujący. Dlaczego na dworcu PKP o 5 rano w sobotę nie ma policjanta, straży miejskiej, ochroniarza, kogokolwiek, kto mógłby sprawić, że nie odczuwałabym nieustannego lęku przed otrzymaniem ciosu w twarz. Zawsze na dworcach boję się, że dostanę w twarz zupełnie przez przypadek. Na twarzy jest tyle elementów, które można uszkodzić. Dlaczego więc nie osłaniamy twarzy? Nos można złamać, usta i łuk brwiowy rozciąć, zęby wybić, oko można podbić, wyłupić a nawet wyssać, jeśli się ma odwagę. Odwaga jest konieczna, gdy chodzi o wysysanie oczu oraz pisanie. Kto by pomyślał, że te dwie czynności mogą mieć coś wspólnego ze sobą.

Mogłabym pisać w nieskończoność, tylko mnie dłoń trochę boli a pociąg trzęsie i straszne kulfony wychodzą. Co prawda moje pismo normalnie też nie jest idealne, ale to, co tu wychodzi, to już przechodzi ludzkie pojęcie.

Żeby dłoń nie bolała podczas pisania trzeba maksymalnie rozluźnić mięśnie palców i nadgarstka, tylko wtedy już naprawdę takie bazgroły wychodzą, że hej. Nie wiem czy sama to rozczytam później. Wiele spośród słów, które piszę, nie zasługują na to, aby je później rozczytać. Żeby na 10 000 zdań jedno zdanie było genialne, to już byłoby coś. Ile słów średnio ma jedno zdanie? To miało sześć. A to trzy. I to też. I tak dalej. Aż do zera. Zero to milczenie. A milczenie jest złotem. Ale tylko wtedy, gdy otaczają je słowa. Bez słów milczenie nie znaczy nic, bo znaczy wszystko, bo dla każdego może znaczyć cokolwiek i to coś jest zależne tylko od umysłu odbiorcy. A jeśli milczenie ma znaczyć coś według wskazówek nadawcy, wtedy milczenie należy zaopatrzyć w jakąś werbalną ramę.

Kiedyś być może uda mi się zebrać te myśli. Ale tymczasem pobudka o 6 rano, praca 8 godzin. Powrót do domu, zakupy, głaskanie kota, jedzenie a potem wyrzuty sumienia że za późno i pisanie, czytanie i wyrzuty sumienia, że za mało i potem sen i potem znowu pobudka, i znowu wyrzuty sumienia, że za długo.

Trzeba bardzo długo i dużo pisać, bardzo bardzo długo, żeby coś w końcu z tego zaczęło wychodzić. Świat jest sceną ale ma słabą obsadę. Powyższe zdanie trochę posłuchałam w pociągu a trochę zmyśliłam. Robienie sztuki, literatury, teatru to ciągłe podsłuchiwanie i ciągłe kradzieże. Jak człowiek ma nie mieć wyrzutów sumienia przy takim trybie życia, jak nie mieć poczucia winy?

Pojechałam na jeden dzień do Warszawy, żeby nauczyć się pisać, ale następnego dnia rano dotarło do mnie, że jednak pisanie to jest czynność, którą najlepiej wykonywać w samotności. Więc jak najszybciej wsiadłam w pendolino, by już być w domu i móc pisać, a nie uczyć się pisać. Już dawno nic mnie tak nie ucieszyło, jak ten powrót do domu.

Wróciłam do Gdyni. Jeszcze tego samego dnia w Teatrze Miejskim w Gdyni obejrzałam Z życia glist. Niech nie zwiedzie was opis – to wcale nie jest o Andersenie! Potem w Teatrze Wybrzeże Czyż nie dobija się koni? (film był lepszy!). A na koniec, w niedzielę, w Teatrze Gdynia Główna Bajkę o księciu Pipo i jego czerwonym koniku. Jeżeli lubicie być zasypywani przez niekończące się pytania – idźcie na dwa pierwsze. Jeżeli zaś szukacie odpowiedzi – polecam wam spektakl dla dzieci.

Kilka dni temu zostałam wybrana na jedną z jurorek Gdyńskiej Alternatywnej Nagrody Dramaturgicznej, która towarzyszy Festiwalowi R@port. W tym roku odbywa się on w dniach 21-28 maja. To jest niewątpliwie najciekawszy teatralnie czas w Gdyni. Okazja, żeby zobaczyć kilka z najlepszych polskich spektakli ubiegłego roku. Wcale nie trzeba wyjeżdżać nigdzie, by zobaczyć dobry teatr. Można zobaczyć go tutaj, w Gdyni.

Zastanawia mnie, dlaczego podróżowanie ma taki dobry PR. Nie znam nikogo, kto powiedziałby: Podróże w ogóle mnie nie interesują. Najchętniej spędzam czas w domu, w rodzinnymi mieście. Ktoś, kto nie lubi podróży, postrzegany jest jako osoba o wąskich horyzontach, która boi się wyzwań, nowości, zmiany. Nie wypada nie lubić podróży, wyjazdów, wakacji. Kilka dni temu powiedziałam w towarzystwie, że nie wyobrażam sobie, jak można nie czytać. Usłyszałam, że są ludzie, którzy zupełnie odrzucają koncept czytania książek na rzecz podróżowania. Tak jakby czytanie i podróżowanie to były dwie zupełnie sprzeczne czynności. Albo-albo. Czytanie jest do wewnątrz, podróżowanie na zewnątrz. Czytanie jest samotnością, podróżowanie – spotykaniem ludzi. Są to czynności sprzeczne, a jednak widzimy jak wiele mają wspólnego ze sobą. Książka też bywa spotkaniem i drogą. Chciałabym tylko, żeby w końcu czytanie książek doczekało się tak dobrego PR-u jak podróżowanie.

Jak pisać teksty na bloga, które pokocha Twój czytelnik
Dołącz do newslettera! Otrzymasz bezpłatnego PDFa na temat tworzenia treści na bloga. Raz w tygodniu wyślę Ci także powiadomienie o nowym wpisie.
0 likes
  • Do czytania zazwyczaj trzeba zmuszać – chociaż jako mniejsze dzieci jeszcze książki uwielbiamy, to potem gdzieś ta bańka pęka i przychodzi niechęć i zmuszanie. Do podróży nie trzeba zmuszać. Nie ma presji, nie ma zniechęcenia. Nie ma licytowania się na podróże, nie ma przymusu osiągania jakiegoś minimalnego marginesu ilości podróż, jak w przypadku czytania (i wypożyczania książek w szkole). Kto ma ochotę – podróżuje. Ktoś może całe życie siedzieć w domu i nagle w wieku 50 lat wyruszyć w podróż życia i rzucić wszystko. Z książkami tak nie jest. Z książkami chyba jest surowiej, bo osoba która nie czyta całe życie i w wieku 50 lat zaczyta się… nikt jej braw nie bije. Nikt nie powie, że spełnia się.

  • Pingback: Reisefieber. Antydziennik z podróży |()