Kultura i sztuka / Teatr

6 dowodów na to, że dramat jest lepszy od prozy

2016-05-23

Tagi: , , , ,

Z ostatniego raportu Biblioteki Narodowej dowiedzieliśmy się, że zaledwie 37 proc. Polaków w 2015 r. miało w ręku przynajmniej jedną książkę. Czyli ponad 20 mln naszych rodaków nie miało żadnej.

Obiektywnie stwierdzam, że to źle i coś z tym trzeba zrobić. Trzeba namówić ludzi, aby czytali i kupowali książek więcej. Ja na przykład postanowiłam sobie raz w miesiącu kupować nową książkę. Udaje mi się ten plan realizować, niestety, czasem nawet w 200-300%. Oczywiście kupowanie to nie to samo co czytanie. Ja moją wieżę z książek, którą zasilają kupowane co miesiąc pozycje, traktuję jak odkładanie pieniędzy na emeryturę, swoisty kapitał na starość. W końcu to papier, i to papier. Ale zanim przyjdzie starość, tu i teraz trzeba czytać więcej. Tylko jak? Z pewnością też zadajecie sobie to pytanie. Już wam odpowiadam.

Jak czytać więcej? To proste. Wystarczy z prozy przerzucić się na dramat. Dlaczego dramat jest lepszy od prozy? Oto dlaczego:

  1. Jeden dramat czyta się szybciej niż jedną książkę prozą. Chyba że bierzemy pod uwagę Szekspira. Przy dobrych wiatrach można jednak i Makbeta połknąć w jeden dzień. A czyta się szybciej bo…
  2. W dramatach nie ma opisów. W szkole nie znosiłeś/aś opisów przyrody jak np. w Nad Niemnem? W dramacie tych opisów zazwyczaj po prostu nie ma. Poza może Czechowem. Męczyły cię drobiazgowe opisy bohaterów w Lalce? W dramacie też ich (prawie nigdy) nie ma. Bo i po co?! Od czego jest wyobraźnia? Przecież o nią tutaj głównie chodzi. Oczywiście są didaskalia. Ale te możemy ominąć. Pozostaje tylko to, co najważniejsze, czyli…
  3. Dialogi. I monologi. Jasno, czarno na białym dowiadujemy się co bohater lub bohaterka myśli, mówi i robi. Nie sposób się przy tym pogubić. Akcja idzie do przodu. Wiadomo kto jest kim i o co mu chodzi, żaden podstarzały, buszujący w zbożu nastolatek nam głowy nie zawraca swoimi wymyślonymi problemami. Bohaterowie dramatów to są prawdziwi ludzie, z krwi i kości…
  4. No właśnie. Bohaterowie. Na początku każdego niemal dramatu mamy ściągę – spis obecności. Wiemy dzięki temu już od początku, kto występuje. I zawsze możemy do tego spisu wrócić, gdy się zagubimy. Nie pomylą nam się imiona bohaterów. Czytaliście kiedyś Biesy? No właśnie. Dodatkowo w dramacie czasami podane są wiek bohatera oraz jego koligacje z innymi postaciami. Łatwiej już być nie może.
  5. Czytamy więc jeden dramat dziennie… ok, może na początek jeden tygodniowo. I już łapiemy się do akcji 52 Books, możemy się tagować, już mamy mnóstwo cennego materiału na nasze media społecznościowe: Facebooka, Twittera, Instagrama i tego z duszkiem na żółtym tle (nie mam pojęcia o co w nim chodzi). Mamy fejm. Robimy zdjęcie, wrzucamy, a nasi znajomi zielenieją z zazdrości ponieważ czytamy tak dużo. A takiego Różewicza czy Mrożka to można w godzinę łyknąć. For reals!
  6. Dramaty mają to do siebie, że często są wystawiane w teatrach, a nawet ekranizowane w postaci filmów. I tu znowu szansa dla nas do zabłyśnięcia przed znajomymi. I możliwość wypowiedzenia Świętego Graala samozwańczych literaturoznawców: Książka była lepsza! Od razu wszyscy nas bardziej szanują. A taki dramat czy scenariusz można przeczytać w czasie wyświetlania reklam przed filmem w Multikinie. Win-win.

A jeśli jesteście jednak leniwi i nie chce wam się tej książki podnieść, są akcje, gdzie dramat przeczytają za was. W dodatku zrobią to profesjonalni aktorzy! Na przykład w tym tygodniu (od dzisiaj codziennie aż do piątku) o 16:45 w Teatrze Miejskim w Gdyni będą czytane dramaty finałowe tegorocznej Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. Można przyjść i posłuchać. Ja też tam będę. Słuchała.
dramaty

0 likes